Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaisoo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaisoo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 kwietnia 2017

Black Beauty [4]

Brak komentarzy
– Minseok, czy ty jesteś pewny, że chcesz to zrobić? – dopytywał się po raz kolejny Kyungsoo. Stali przed nowocześnie wyglądającym budynkiem, ich kurtki swobodnie powiewały na silnym wietrze zimowego poranka. 
– Tak Kyungsoo jestem pewien – odpowiedział, przewracając oczami. Miał już dosyć tego całego upewniania się Soo, sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co chciał zrobić, nie musiał być o tym informowany non stop.
– A co powiedzą na to twoi rodzice? – Chwycił się ostatniej deski ratunku. Uderzył w czuły punkt Minseoka, bo widocznie starszy się zawahał, ale było to chwilowe. Seok zdecydowanie popchnął szklane drzwi i wszedł pewnie do środka. 
– Moi rodzice nie mają tu nic do gadania, w końcu to moje włosy i mogę z nimi robić co chcę – odpowiedział, kierując się do salonu piękności. – Dzień dobry – przywitał się z recepcjonistką, która uśmiechała się zachęcająco. – Czy mógłbym umówić się na farbowanie włosów? Na najbliższy możliwy termin.
– Oczywiście, już sprawdzam, kiedy nasza fryzjerka będzie dostępna. – Szybko wystukała jakąś frazę w komputerze. – Mają panowie szczęście – odezwała się po niemal pięciu sekundach. – Zwolniło się niedawno miejsce na dzisiaj na godzinę dwunastą.  To mam pana zapisać? 
– Poprosiłbym – uśmiechnął się czarująco Minseok. Już nie mógł się doczekać miny Luhana, kiedy zobaczy go w nowej fryzurze. Aż mentalnie zapiszczał, wyobrażając sobie te lśniące oczy skupione tylko i wyłącznie na nim. 
Po krótkiej rozmowie z recepcjonistką Kyungsoo i Minseok udali się do pobliskiego centrum handlowego w celu zabicia czasu. Do dwunastej pozostawały jeszcze dwie godziny i starszy nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Nienawidził chodzić po takich miejscach, ponieważ nie wiedział nigdy gdzie się udać – po sklepach nie specjalnie lubił chodzić, nie wspominając o kupowaniu sobie czegoś, co idealnie wpasowywało by się w jego gust. Coś takiego było praktycznie nie do znalezienia. 
– Tak właściwie to czemu wpadłeś na pomysł nałożenia sobie farby na włosy? – spytał już trochę rozdrażniony ostatnim zachowaniem drugiego Kyungsoo. 
– Luhan powiedział, że będę tak ładnie wyglądał – rozmarzył się Minseok na myśl o swoim przyjacielu, z którym ostatnio spędzał praktycznie każdą sekundę swojego życia. Dzisiaj cudem został wyciągnięty przez młodszego na miasto, ale już od dawna myślał nad jakimś wypadem, żeby pofarbować sobie włosy i nadarzyła się akurat taka okazja.
– Mógłbyś już przestać?! – Podniósł nagle głos Kyungsoo. – Ciągle tylko Luhan to i Luhan tamto, jakbyś nie miał innych przyjaciół. Wiesz co? Mam dość, wracam do domu, a ty sobie tutaj siedź i czekaj, żeby sobie zrobić włosy, które spodobają się Luhanowi. – Zaczął iść w kierunku wyjścia, ale drobna dłoń na jego nadgarstku go powstrzymała przed odejściem zbyt daleko. 
– Przepraszam Kyungsoo. Proszę, nie zostawiaj mnie tutaj samego – powiedział, spuszczając wzrok na swoje buty. Nie chciał, żeby jego relacja z Luhanem miała swoje odbicie w przyjaźni z innymi. Nagle uderzyło go, że nie pamiętał, kiedy ostatnio się spotkał z Baekhyunem na rysowanie. Jakby tak sięgnąć pamięcią wstecz, to nie przypominał sobie, żeby narysował cokolwiek przez tydzień. Poczuł rosnącą panikę. Jak to możliwe że zapomniał o czymś tak ważnym dla niego, jak rysowanie i jego przyjaciele.
– Już dobrze, ja też przepraszam za ten mój wybuch – odpowiedział Kyungsoo, przytulając się do kruchej postury starszego. Jednak natychmiast się cofnął, przypominając sobie, że przecież Minseok nie lubił się przytulać do nikogo z wyjątkiem do Luhana. Aczkolwiek Minseok ani myślał tak szybko puszczać swojego przyjaciela, przytulił się do niego mocniej.
– Być może jestem zafascynowany tym, że mam nowego, wspaniałego człowieka obok siebie – zagadnął Minseok, gdy już usiedli w jakiejś kawiarence. Nie była zbyt przestronna, ani kawa im nie smakowała, ale to było jedyna miejsce, w którym można było usiąść i spokojnie rozkoszować się ciepłym napojem. 
– Wiesz co, wydaje mi się, że to już trochę obsesja – odezwał się Kyungsoo, zupełnie niezadowolony z tego faktu. Przecież Luhan wykorzystywał Minseoka do wygrania jakiegoś durnego zakładu, który wymyślił głupi, a głupszy się na niego zgodził.
– Wcale nie – zaprzeczył Minseok, rozlewając pół swojej kawy, bo gestykulował energicznie ręką, w której akurat trzymał kubek. – Po prostu spędzam z nim za dużo czasu i zrobił się wrzodem na tylnej części ciała – starał się rozbawić drugiego, niestety bezskutecznie, Kyungsoo nadal miał tę swoją minę, wyrażającą zmartwienie.
– Jak tam sobie chcesz, ale ja na twoim miejscu bym uważał z takimi typkami jak Han. To że ma niewinnie wyglądającą twarz, nie znaczy, że ma taką osobowość. Powiem ci, że to właśnie ci wyglądający na najbardziej niewinnych są najniebezpieczniejsi, a szczególnie gdy to umieją to wykorzystać na swoją korzyść.
Argumenty Kyungsoo nie trafiały do Minseoka i zamiast przyznać, że coś z Hanem było nie tak, to wolał trwać w szczęśliwej bajce. Nadal pozostawało tyle niedopowiedzeń, na przykład czemu Luhan do niego zagadał pierwszego dnia albo czemu się tak starał na początku zdobyć jego zaufanie. Im dłużej by nad tym myślał, tym bardziej był przekonany o tym, że to jakiś cholerny spisek, którego padł ofiarą. 
– Daj mi już święty spokój, nic tylko wszędzie widzisz dziurę w całym, a zapytałeś mnie o to, czego ja chcę? Chcę być z Luhanem, dlaczego to do ciebie nie dociera? – Zaczął płakać z bezsilności Minseok. Już nie wiedział, jak miał przekonać swojego najlepszego przyjaciela do Hana.
– Po prostu nie chcę, żebyś potem przez niego cierpiał. – Przytulił się do starszego, który zaczął szlochać w jego ramię. Najwidoczniej musiał się od dłuższego czasu wypłakać, gdyż nie przestawał moczyć koszuli Kyungsoo przez dłuższy moment. – Już lepiej? – spytał, gdy w końcu Minseok się w miarę uspokoił. 
– Tak, już mi lepiej – przyznał, ocierając oczy. Usiadł z powrotem na krześle, jakby całe to zajście między nimi nie miało miejsca. Siedzieli przez chwilę w zupełnym milczeniu, rzucając sobie niepewne spojrzenia. Pierwszy raz między nimi wybuchła taka kłótnia, zwykle rozwiązywali problemy słownie, ale dzisiaj było inaczej. Dzisiaj po raz pierwszy na siebie krzyczeli i dlatego żaden po sprawie nie wiedział, jak się zachować. 
– Minseok, powiedz proszę – zaczął Kyungsoo, biorąc głęboki wdech przed tym, co miało nadejść. – Nie zakochałeś się w Luhanie, prawda? – wyrzucił z siebie niczym najgorsze przekleństwo na Ziemi. Starszy niestety zbyt długo milczał, patrząc się na swoje buty, co tylko utwierdziło Kyungsoo w przekonaniu, że istotnie co najmniej się zauroczył. Westchnął głośno, zrobił się z tego większy bajzel, niż się na początku spodziewał, a tylko jemu z Jonginem chciało się to wszystko sprzątać. 
– Przepraszam – powiedział Minseok. – Kiedy to naprawdę jest silniejsze ode mnie, sposób w jaki on mnie traktuje, jakbym był dla niego całym światem albo jak na mnie patrzy tymi swoimi świecącymi oczami. Po prostu… – Spojrzał teraz Kyungsoo prosto w oczy. – Wydaje mi się, że on czyta mnie jak otwartą księgę, wie czego potrzebuje, co mnie trapi. 
Gdyby nie fakt, że młodszy znał prawdziwe zamiary Hana, to kibicowałby im jako parze. Niestety został w to wtajemniczony i żal mu się robiło Minseoka, który opowiadał o Luhanie takie rzeczy,  mimo iż tak naprawdę go nie znał. 
– Nic już z tym nie zrobimy, ale proszę cię, nie zrób nic głupiego, czego mógłbyś potem żałować – ostrzegł go tylko Kyungsoo. – A teraz porozmawiajmy o twojej farbie, czy ty jesteś absolutnie pewien, że chcesz to zrobić? – upewnił się po raz setny dzisiaj.
– Tak jestem pewny, będę wyglądał uroczo w rudych włosach, jeszcze zobaczysz. – Minseok brzmiał na zdeterminowanego, więc Kyungsoo postanowił, że już nie będzie drążył tego tematu. Nadal był temu całkowicie przeciwny, ale jeśli starszy chciał to zrobić, to nie mógł go powstrzymywać. 
– Niech ci już będzie. – Młodszy dał za wygraną, co nawet ucieszyło Minseoka.
W ostateczności siedzieli w swoim towarzystwie do upragnionej godziny. Zadowolony z życia Minseok szedł razem z Kyungsoo z powrotem do salonu piękności. Nie mógł się już doczekać, kiedy wróci do domu i pokaże się Luhanowi. 
Siedział na wygodnym fotelu i patrzył się na swoje odbicie w lustrze, nienawidził tych pulchnych policzków, bo przez nie wyglądał na młodszego, niż w rzeczywistości był. Przejechał palcami między kosmykami swoich czarnych włosów. Liczył, że będzie wyglądał o niebo lepiej w nowej fryzurze, a wręcz nie do poznania.
– Najpierw musimy rozjaśnić włosy, a potem je dopiero pofarbować – poinformowała go fryzjerka. Pokiwał głową na znak, że zrozumiał, a ona wzięła się za swoją pracę.
Na początku nawet obserwował co się działo na jego głowie, ale z czasem stracił zainteresowanie i zajął się swoim telefonem. Napisał do Lulu, że ma dla niego niespodziankę, na co młodszy chciał się za wszelką cenę dowiedzieć co to i obsypywał go licznymi wiadomościami. Jednak Minseok pozostawał nieugięty i nie wygadał się, że chodziło o jego włosy. 
Po trzeciej godzinie siedzenia w jednym miejscu rozbolał go tyłek. Nudził się okropnie, mimo iż Kyungsoo dotrzymywał mu towarzystwa. Ogółem mówiąc, miał okropny humor przez to całe rozjaśnianie i farbowanie. Chciał już iść do domu, ale zdawał sobie sprawę, że nie mógł tak po prostu opuścić salonu piękności w połowie rozjaśnionymi włosami, bo wyglądałby jak dziwak na ulicy. 
– Jeszcze trochę Minseok, wytrzymasz – starał się go wesprzeć Kyungsoo, niestety starszemu nastrój w ogóle się nie poprawiał. – Może zadzwonię po Jongina, w grupie zawsze raźniej. – Uśmiechnął się, wystukując numer swojego chłopaka. Po minucie rozmowy młodszy siedział zadowolony z obrotu spraw.
Po kolejnej godzinie dołączył do nich Jongin i w końcu trochę się ożywiło dzięki nowej duszy w ich towarzystwie. Sami byli już zmęczeni i ledwo co się odzywali, a dzięki Jonginowi nagle znowu się rozkręcili. 
Aktualnie rechotali z dowcipu, który opowiedział Kyungsoo, aż ludzie zaczęli na nich dziwnie zerkać. Jednak oni się tym nie przejmowali i dalej śmiali się, i robili głupie miny. Minseokowi od razu  zrobiło się lepiej, dzięki czemu wytrzymał następne dwie godziny. 
– Dziękuję wam, gdyby nie wy to nie wiem, czy bym wytrzymał na tym cholernym fotelu – powiedział Minseok, gdy się żegnali pod centrum handlowym. Było po osiemnastej, a co za tym idzie o tej porze roku, zaczynało się powoli ściemniać. Nadal wiał mocny wiatr, jednak nie taki jak sprzed paru godzin. 
– Nie ma za co, mam nadzieję, że teraz się sobie podobasz, bo naprawdę wyglądasz cudownie – odpowiedział Kyungsoo, przytulając się do starszego. – I pamiętaj, uważaj na siebie, bo jak coś ci się stanie, to tego sobie nie wybaczę.
– Będę uważał mamusiu, nie mogę rozmawiać z obcymi ani brać od nich niczego do jedzenia – przedrzeźniał się z nim Minseok. 
Kyungsoo wydął wargi, ale natychmiast się rozpromienił, gdy Jongin wziął go za rękę. Poszli w swoim kierunku, a Minseok w swoim. Szedł szybko, nie mogąc się doczekać konfrontacji z Luhanem, aż zapiszczał mentalnie. 
Kiedy stał już pod jego domem, nagle cała pewność siebie go opuściła. „A co jak nie spodobają mu się moje włosy?”; „A co jeśli zrobiłem coś źle i wcale nie o taki kolor mu chodziło”. Te i mnóstwo innych pytań kłębiło mu się w głowie, i gdyby nie fakt że usłyszał brzęk kluczy po drugiej stronie, to uciekłby do siebie do pokoju.
– Minseok? – zapytał Luhan, wychodząc na rześkie powietrze. – Czemu tu tak stoisz? Wejdź do środka. – Najwidoczniej w tym świetle jego włosy nie były widoczne, więc starszy z zawahaniem przekroczył próg.
Luhan aż się zapowietrzył, bo widok przed nim był oszałamiający. Minseok z włosami pofarbowanymi na wściekły rudy wyglądał jak urocza wiewiórka i aż sam sobie dziwił, że powstrzymał się od rzucenia się na starszego. 
– Wow – wykrztusił z siebie tylko Han. Intensywnie patrzył się na drobniejszego, który od tego spojrzenia spłonął rumieńcem. Luhan zmniejszył dzielący ich dystans i zamknął Minseoka w swoich objęciach. Właśnie uderzyło go, jak bardzo w nim się zakochał, w tym kujonie, którego wszyscy mieli za nieudacznika i chodzącą ofiarę. Tak naprawdę okazał się być zupełnie inny, niż na początku zakładał.
Wtedy Luhan zrobił coś, czego natychmiast pożałował, ale już dłużej nie mógł wytrzymać. Tak szybko jak połączył ich usta, rozłączył je, skrępowany tym co zrobił. Gdyby nie Minseok, który zaraz zarzucił mu ręce na ramiona, i przybliżył ponownie ich wargi, to sam by się na to nie zdobył.
Stali tak i całowali się. Z każdą chwilą ich pocałunki przybierały na intensywności, aż w końcu Han postanowił iść o krok naprzód. Chwycił starszego za uda, podniósł go i oplótł jego nogi wokół swoich bioder, nie przerywając pocałunku. 
Minseok wydał z siebie niekontrolowany dźwięk pełen zaskoczenia, dając tym samym łatwy dostęp Luhanowi do wnętrza jego ust. Han zaczął jeździć językiem po każdym zakamarku jego ust. Gdy Minseokowi zabrakło powietrza, oderwał się od młodszego i oparł głowę na jego ramieniu.
– Nawet nie wiesz od jak dawna chciałem to zrobić – zaśmiał się Luhan, lecz od razu spoważniał. – Minseok – powiedział, delikatnie kładąc dłoń na policzku drugiego. – Lubię cię i… – zawahał się przez ułamek sekundy. – Czy chciałbyś może zostać moim chłopakiem? – zapytał z nadzieją w głosie, gładząc kciukiem różowe wargi starszego.
– Ja… – Tysiąc myśli pędziło z prędkością światła po jego głowie. – Ja też cię lubię – wyszeptał, spuszczając wzrok na swoje buty. – I tak, chcę.


Chodzenie z Luhanem niewiele różniło się od ich wcześniejszego spędzania czasu razem. Oprócz oczywiście poza tym, że więcej się do siebie przytulali i całowali przy każdej możliwej okazji. Jednak mimo to wszystko wyglądało po staremu, co tylko utwierdzało Minseoka w przekonaniu, że rzeczywiście zachowywali się wcześniej jak para. 
– O czym to tak myślisz? – Przytulił się do niego od tyłu Luhan, kładąc głowę na jego ramieniu. Po chwili zaczął składać motyle pocałunki na szyi swojego chłopaka. – Mam nadzieję, że tylko ja zaprzątam twoje myśli.
– Tak Hannie – odpowiedział, odchylając głowę do tyłu, by ułatwić Hanowi dostęp do swojej szyi.
– Zaraz się porzygam – odezwał się Jongdae. – Serio, może byście poszli w jakieś ustronniejsze miejsce, a nie tak na środku korytarza, gdzie wszyscy uczniowie was widzą. 
– Daj spokój, zazdrościsz nam i tyle – odwarknął Luhan, nadal obejmując Minseoka i nie przejmując się tym, że wokół nich zebrał się dość spory tłumek gapiów. 
Jongdae nic nie odpowiedział. Miał tylko cichą nadzieję, że cała ta farsa skończy się do końca roku i Han będzie dawnym sobą. Już teraz ledwo powstrzymywał się przed wydrapaniem oczu Luhanowi.
– Luhan, czy mógłbym chwilę z tobą porozmawiać? – Ni z tego ni z owego pojawił się Jongin.
– Chodź Minseokkie. – Han chwycił starszego za rękę i pociągnął go w stronę Jongina.
– Na osobności – dodał, spoglądając na ich złączone dłonie. Luhan przez moment stał osłupiały, otrzeźwił go dopiero Minseok, który puścił jego rękę i złożył szybki pocałunek na jego policzku. – Za mną – powiedział Jongin, prowadząc Lu do pustej klasy, gdzie czekał na nich Kyungsoo.
– Myślałem, że chcesz porozmawiać w cztery oczy. – Wydął usta Luhan, obrażony że nie mógł przyprowadzić swojego chłopaka.
– Luhan, powiedz mi proszę, że wiesz jak rozwiązać problem z Jongdae – odezwał się Kyungsoo. 
– Jaki problem z Jongdae? Ja nie mam z nim żadnego problemu.
– Luhan, a co z tym zakładem na który się zgodziłeś? – wtrącił się Jongin, ponieważ Kyungsoo nie był w stanie wydobyć z siebie nawet słowa. Oniemiał z głupoty starszego. 
Han nagle zaczął panikować, zupełnie zapomniał, dlaczego tak nagle zainteresował się Minseokiem. Po prostu wyleciało mu to z głowy, a powoli kończył mu się termin. Do końca tego roku został niecały miesiąc, więc szybko musiał się zabrać i… Tu właśnie kończył się jego plan, nie miał zielonego pojęcia co zrobić.
– Luhan, uspokój się. – Kyungsoo położył mu rękę na ramieniu, bo starszy oczywiście nie zauważył, że zaczął się hiperwentylować z ataku paniki. – Od nas Minseok się niczego nie dowie – zapewnił go, ale Han nie przestawał głęboko oddychać. Do oczu napłynęły mu łzy, a całe ciało przechodziło dreszcze i dziwnie mrowienie wzmagające się z każdym wdechem.
– Opamiętaj się, zanim nam tu zejdziesz! – wykrzyczał Jongin, chwytając starszego za ramiona i potrząsając nim. 
Jednak pod Hanem ugięły się kolana i gdyby nie fakt, że Jongin nadal go trzymał, to upadłby na ziemię jak szmaciana lalka. Kyungsoo przeklął dość głośno i razem ze swoim chłopakiem zaczęli nieść Lu do pokoju pielęgniarki, która nie ukrywała zdziwienia tym niecodziennym widoczkiem.
– Ja idę po Minseoka, a ty tu zostań. – Wybiegł Soo, nie czekając na żadną odpowiedź.
Jongin starał się jakoś uspokoić starszego, niestety bezskutecznie. Luhana powoli zaczynała boleć głowa i przed oczami robiło mu się ciemno, co było dość niepokojącym znakiem. Chciał przestać tak głęboko oddychać, ale miał wrażenie, że z każdym wdechem potrzebował powietrza bardziej niż wcześniej.
Gdyby nie delikatny dotyk na jego ramieniu i migocząca mu przed oczami postać Minseoka, zapewne odpłynąłby w czerń. Jednak widok Seoka go uspokoił, nie ważne jak banalnie to zabrzmiało. Usta, które nagle znalazły się na jego wargach, uniemożliwiły mu złapanie kolejnego głębokiego wdechu. Kiedy Minseok się od niego oderwał, już nie oddychał tak ciężko i po pewnym czasie był w stanie samodzielnie usiąść.
– Wszystko już dobrze? – spytał się Minseok, gładząc policzek Luhana, który pokiwał głową. – Czemu tak gwałtowanie zareagował? – zwrócił się do Kyungsoo i Jongina, który spojrzeli po sobie z dość niemrawymi minami. 
– Hiperwentylacja u zdrowego młodzieńca taki jak Luhan to reakcja na atak paniki – wytłumaczyła naprędce pielęgniarka, przyglądając się Hanowi z uwagą. 
– Hannie, powiedz co się stało. – Minseok spojrzał na niego błagającymi oczami zranionego szczeniaczka. 
– Wolałbym o tym nie rozmawiać na tak szerokim forum – odezwał się zachrypniętym głosem od zbyt dużej ilości powietrza jakie przeszło przez jego gardło. – Czy mógłbym dostać zwolnienie do końca dnia? – zapytał pielęgniarki, która natychmiast pokiwała głową.
– Pójdę z tobą – od razu zaaferował się Minseok, nie zważając na spojrzenia Jongina i Kyungsoo, którym chyba odebrało mowę. – Nie możesz w takim stanie iść sam do domu, a jak coś ci się po drodze znowu wydarzy? Tym razem będziesz sam. 
– Minseok – zaczął Han, nie bardzo wiedząc jak przekazać swoje myśli starszemu. – Wiesz, że pielęgniarka nie da ci zwolnienia, więc twoje wyjście będzie traktowane jak ucieczka ze szkoły? – Starał się być delikatny, jednak od razu było widać po minie rudowłosego, że zawiódł. Jego dolna warga niebezpiecznie drżała, a do oczu napłynęły łzy.
– Czy to takie złe, że chcę z tobą być? Nie obchodzi mnie moja frekwencja, jeśli tobie ma coś się stać w drodze do domu, idę z tobą i bez dyskusji. – Nadął policzki, przez co wyglądał jeszcze bardziej uroczo niż na co dzień. 
– Ja też idę – oznajmił Jongin, nie pytając nikogo o zdanie. Kyungsoo pokiwał tylko głową na znak zgody. – Soo, wybierasz się z nami? – zapytał, biorąc za rękę swojego chłopaka.
– Nie wiem, nie chcę robić z tego pielgrzymki do domu Luhana, w końcu ma odpoczywać, a jak tyle osób mu się zwali na głowę, to raczej będzie to niemożliwe – powiedział. – Uważam, że tylko Minseok powinien mu towarzyszyć, ale to moje zdanie, a jeśli ty chcesz iść, to nie będę cię zatrzymywał. 
Jongin zrobił naburmuszoną minę, wymamrotał coś pod nosem, co brzmiało mniej więcej jak: „No to ja też zostanę”. Minseok szybko odebrał od pielęgniarki zwolnienie Luhana i razem z nim udał się do głównego wyjścia ze szkoły. Wyglądali trochę dziwacznie, ponieważ musiał podtrzymywać młodszego, który słaniał się na własnych nogach. Ku jego zaskoczeniu pani woźna pilnująca wyjścia była bardzo wyrozumiała i wypuściła ich razem, odnosząc wcześniej zwolnienie Hana do sekretariatu.
– Nie jesteś nadal w stanie iść o własnych siłach? – zapytał Minseok, gdy już siedzieli na przystanku, czekając na autobus. Lu trzymał swoją rękę na udzie rudowłosego i opierał głowę o jego ramię. Było mu tak wygodnie i niemal jęknął na podjeżdżający bus.
– Nie, potrzebuję twojej pomocy. – W ogóle nie wykorzystywał swojej pozycji, by być bliżej Minseoka. Wcale. No może troszkę ale starszy nie musiał o tym wiedzieć.
Podróż autobusem zajęła im niezwykle długo, a może to tylko Minseok odniósł takie wrażenie, ponieważ ściskał nerwowo rękę Luhana i co chwilę spoglądał na zegarek w telefonie. Minuty wlekły się niemiłosiernie, a każda z nich zdawała się być odrębnym odstępem czasu zawieszonym w innej czasoprzestrzeni.
Gdy w końcu dojechali Minseok znowu zaaferował się, by Luhan się o niego oparł. Nie przeszkadzała mu ręka młodszego wokół jego pasa, ani to że delikatny oddech Hana muskał mu policzek. Jednak trochę go to rozpraszało, aż w pewnym momencie, zupełnie przypadkiem, potknął się o wystający kawałek chodnika. Gdyby nie dłonie, które silnie go trzymały, runąłby jak długi na ziemię.
– Wszystko w porządku? – spytał Lu, nie wypuszczając Minseoka ze swoich ramion. Jego wzrok był pełny niepokoju i starszy miał wrażenie, że to spojrzenie przenika przez całe jego ciało i wnika do duszy.
– To raczej ja powinienem o to pytać – starał się zażartować Minseok. Jednak niezbyt udał mu się ten żart, gdyż Luhan wcale się nie zaśmiał, a wręcz jego wyraz twarzy jeszcze bardziej posmutniał. – Hannie spokojnie, nic mi nie jest – powiedział już poważnie, dotykając delikatnie opuszkami palców twarzy swojego chłopaka.
Han wziął dłoń Minseoka w swoje ręce, podniósł ją do swoich ust i musnął lekko wargami jego palce. Cały czas intensywnie patrzyli sobie w oczy i gdyby nie silniejszy powiew wiatru, stali by tak jeszcze przez dłuższą chwilę.
Luhan zachichotał, gdy Minseok zatrząsł się niekontrolowanie z zimna. Wpuścił starszego do swojego domu bez zbędnych ceregieli. Nie dał się Minseokowi dobrze rozebrać z ubrań wierzchnich, gdyż już ciągnął go do swojego pokoju.
– Hannie, zwolnij trochę, jeszcze ci się coś stanie – powiedział zaniepokojony Minseok. W domu Luhana było niezwykle gorąco od ogrzewania, a Seok nadal miał na sobie czapkę, szalik oraz rękawiczki, dlatego na jego policzkach wykwitły czerwone rumieńce.
– Spokojnie, przecież mi nic nie jest – odpowiedział Han z uśmiechem na twarzy. Prowadził Minseoka do swojego pokoju, gdzie starszy był już niezliczoną ilość razy. – Może chciałbyś najpierw coś do picia? – zaproponował, spoglądając na drugiego, który tylko potrząsnął głową.
– Dziękuję, ale odmówię. – Starszy ściągnął szybkim ruchem swoją czapkę. – Wolałbym, żebyś się położył obok mnie i żebyśmy obejrzeli jakiś film – zaproponował, uśmiechając się, gdy Han wyjął puchaty koc z szafy.
– Z przyjemnością – odrzekł młodszy, kładąc się obok. Od razu objął starszego wokół talii i przysunął go do siebie. Oparł głowę o jego klatkę piersiową, pod którą biło rytmicznie serce. Ciepło drugiego ciała obok sprawiało, że Luhan zaczął się rozpływać.
– Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale żeby coś obejrzeć, musisz włączyć laptopa – złośliwie rzekł Minseok. Jednak delikatnie pogłaskał swojego chłopaka po jedwabistych włosach, bawił się kosmykami, zanurzał w nich palce i przejeżdżał przez ich całą długość.
– Mam ochotę iść spać – mruknął tylko Luhan. Nie ruszył się nawet o centymetr, a wręcz tylko bardziej przylepił się do starszego. Zarzucił mu nogę na biodro i splótł ich stopy razem.
– Zawsze możemy się zdrzemnąć – zaproponował Minseok. Prawdę mówiąc, jemu też zamykały się oczy ze zmęczenia. Dlatego nie  protestował za bardzo. – Tylko otworzę okno, bo mi gorąco.
Luhan jęknął z niezadowolenia, gdy jego grzejnik się od niego odsunął. Po kilku sekundach poczuł niewielki podmuch zimnego powietrza na twarzy, a potem poczuł ciepło wracające do niego. Minseok zdjął ciasne dżinsy, zanim wpełzł pod koc i przytulił się do Luhana.
Zasnęli tak objęci razem i zupełnie nie przejmowali się otaczającym ich światem. 


Baekhyun stał pod szkołą, do której chodził Minseok, i kompletnie nie wiedział, co ze sobą zrobić. Dawno nie widział się ze starszym, dlatego chciał go zaskoczyć odwiedzinami w jego szkole. Jednak problem leżał w tym, że nie znał ani rozłożenia sal, ani nie miał w zasięgu wzroku nikogo, kogo mógłby zapytać o drogę.
 Nagle gdzieś w kącie jego wzroku dostrzegł ruch i natychmiast pognał w tamtym kierunku, nie zastanawiając się za mocno. Gdy dobiegł do swojego celu, musiał najpierw złapać dech, zanim mógł o cokolwiek zapytać. Wyprostował się, gdy doszedł do siebie i stanął oko w oko z tlenionym blondynem, który patrzył się na niego ze znudzoną twarzą.
– Czy kojarzysz może Minseoka? – zapytał Baekhyun bez wstępnych ceregieli. Być może wyglądał głupio w oczach drugiego, ale miał gdzieś opinię kogoś, kogo widzi być może raz w życiu. Blondyn pokiwał głową i była to jedyna reakcja, jaką Baekhyun od niego otrzymał. – A czy jesteś w stanie mi powiedzieć, gdzie aktualnie się znajduje?
– Z tego co słyszałem od Jongina, to odprowadził Luhana do  jego domu, ponieważ ten miał jakiś atak paniki czy coś – odpowiedział blondyn, wzruszając ramionami od niechcenia. Widać po nim było, że nie bardzo przejmował się stanem psychicznym swojego kolegi.
Baekhyun natomiast przeklął głośno, miał nadzieję na spotkanie ze starszym, a tu taka nieprzyjemna niespodzianka. To mu zniszczyło wszystkie jego plany odnośnie dzisiejszego popołudnia. Nie miał z kim iść na zakupy, a przecież ktoś musiał mu doradzić w czym wygląda najlepiej.
– Rozumiem, że miałeś do niego jakąś naglącą sprawę? – spytał go nieznajomy, a Baek w odpowiedzi zaśmiał się gorzko.
– Ta sprawa nie jest nagląca, po prostu chciałem z nim spędzić trochę czasu. Długo się nie widzieliśmy i nawet za nim zatęskniłem. No i teraz nikt nie pomoże mi w doborze idealnych ubrań – stwierdził Baekhyun. W sumie nie wiedział czemu to wszystko powiedział temu tlenionemu blondynowi, nie czuł takiej potrzeby, ale skoro zapytał, to udzielił mu wyczerpującej odpowiedzi.
– Rozumiem – odpowiedział blondyn i lekko podniósł kąciki ust. Najwidoczniej był to najszerszy uśmiech na jaki go było stać. – Jeśli chcesz mogę z tobą połazić po sklepach. Sam to lubię, ale niestety nie mam nikogo z kim mógłbym się powłóczyć.
To zaskoczyło Baekhyuna. Pierwszy raz widzi kogoś na oczy, a ten mu proponuje wspólne wyjście. Mamusia zawsze mu powtarzała, żeby trzymać się jak najdalej od dziwnych nieznajomych, ale z drugiej strony ten chłopak z pewnością znał Minseoka. Udzielił mu w końcu odpowiedzi, gdzie starszy się znajdował. Chociaż czy na pewno to była prawda?
Od tego myślenia rozbolała go głowa. Nie miał siły na analizowanie każdego zdobytego faktu na temat przystojnego nieznajomego.
– To bardzo miłe z twojej strony, ale nawet nie wiem jak się nazywasz – odpowiedział  podejrzliwie Baekhyun. Zlustrował chłopaka wzorkiem i w sumie musiał przyznać, że ciało miał zaskakująco dobrze zbudowane, jak na tak chudą osobę. Był w stanie dostrzec te zarysy mięśni pod białą koszulą wpuszczoną w czarne, opinające go spodnie.
– Jestem Oh Sehun – przedstawił się blondyn, wyciągając rękę na przywitanie. Baekhyun jeszcze z pewną dozą niepewności uścisnął wyciągniętą dłoń, która okazała się być większa od jego. Sehun miał delikatną skórę, najwidoczniej bardzo o siebie dbał, bo Baekhyun jeszcze nie spotkał nikogo z gładkimi dłońmi.
– A ja Byun Baekhyun, miło mi – odpowiedział, nie puszczając jego ręki? – Używasz jakiegoś kremu do dłoni, że masz tak delikatną skórę? – spytał. Baekhyun od razu miał ochotę zakopać się pod ziemię, czasami nienawidził u siebie tej bezpośredniości.
Sehun jednak zaśmiał się krótko i pokiwał głową.
– Będę mógł nawet ci pokazać którego. Jeśli oczywiście zgodzisz się, żebym ci towarzyszył.
Nagle ta wizja jakoś nie przeszkadzała Baekhyunowi. Bez myślenia o konsekwencjach zgodził się i razem poszli do najbliższego przystanku autobusowego, żeby dojechać do centrum handlowego. 


a/n: LONG TIME NO SEE!!! Przepraszam wszystkich, którzy tak długo czekali, aż zbiorę swoje cztery litery do pisania. Przez ten czas zapomniałam jaka to frajda i w sumie powiem wam, że za tym zatęskniłam :( ale już jestem i mogę wam obiecać, że na następny rozdział nie będzie tyle czekać! ♡ I jeszcze wielkie podziękowania dla Wery, która mnie wspierała podczas pisania tego rozdziału. Dużo love! ♡ Przepraszam jeszcze za wszelakie błędy, które napotkaliście w tekście :(

czwartek, 30 czerwca 2016

Black Beauty [3]

Brak komentarzy

Luhan znał teraz każdy zakątek, w którym przebywał codziennie Minseok. Nauczył się planu lekcji starszego na pamięć, mimo iż swojego jeszcze nie zapamiętał. Na każdej dłuższej przewie obserwował, jak Baozi oddawał się rysowaniu, jeśli akurat nie umówił się z Kyungsoo. Ogółem mówiąc przez te następne tygodnie poznał Minseoka na wylot i sam aż się sobie dziwił, że był już w stanie tak dużo o nim powiedzieć. Może i było to trochę dziwne, ale zaczynał dostrzegać również plusy tego małego kujona. Na co dzień był taki cichy i spokojny, ale gdy tylko ktoś zadarł z kimś z jego przyjaciół, potrafił naprawdę sprawić przykrość drugiej osobie. Han był kiedyś świadkiem sceny, gdzie pewien chłopak zaczepił Baekhyuna – nie skończyło się to za wesoło dla tego typka. Ogólnie z tego co widział Lu, próbował wyciągnąć Baeka do jakieś restauracji, nie byłoby w tym nic złego, gdyby tak strasznie się nie narzucał. W pewnym momencie nawet złapał Baekhyuna za tyłek i właśnie wtedy Minseok nie wytrzymał i mu przywalił z całej siły, aż było słychać echo w miejscu, w którym stał Han.
Być może Minseok coraz bardziej zaczynał mu się podobać, chociaż sam jeszcze nie był do końca pewien, co czuł względem drugiego. Co nie oznacza, że nie miał ochoty wytarmosić tych wypukłych policzków, przytulać się do tej kruchej postury lub całować tych pełnych ust. Niestety właśnie chciał to wszystko zrobić na raz, z Luhanem zaczynało być coraz gorzej pod tym względem. Nigdy wcześniej nie odczuwał czegoś takiego względem kogoś i po prostu najzwyczajniej w świecie panikował.
Im dłużej chodził za Minseokiem, tym więcej rzeczy dostrzegał. Na przykład starszy marszczył uroczo nosek, gdy kłamał, a gdy się denerwował, to bawił się skrawkiem swojej koszuli. Han mógł jeszcze tak długo wymieniać, dochodząc tylko do jednego wniosku: miał problem i to poważny.
Jego przemyślenia odnośnie pewnej osoby przerwał dzwonek, Han poderwał się i od razu, nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia, skierował się na dach szkoły. Niewiele uczniów tam chodziło, mimo iż był przez cały czas otwarty i z łatwością można było z niego korzystać.
Kiedy Luhan dostał się na dach, zdziwiło go, że Minseok nie siedział na miejscu, gdzie przesiadywał zawsze. Tylko stał oparty o barierkę twarzą do Hana, nie wyglądał na zdziwionego obecnością drugiego, natomiast w młodszym zamarło serce. Teraz wszystko się wydało, będzie musiał albo udawać że znalazł się tu przypadkiem, albo przyznać się do wszystkiego. Nie był gotowy na tę drugą opcję, dlatego postanowił kłamać.
– Powiedz mi Luhan, dlaczego od paru dni za mną chodzisz? Śledzisz mnie czy co? – zapytał Minseok, podnosząc jedną brew do góry. Han bardzo dobrze znał ten gest, oznaczał, że Minnie jest czymś rozdrażniony – w tym przypadku nim.
– Nie wiem o czym ty mówisz. – Spuścił wzrok Lu, te świdrujące, brązowe oczy go rozpraszały, były po prostu zbyt piękne.
– Nie zgrywaj się, dobrze wiem, że śledziłeś mnie przez parę ostatnich dni. Naprawdę uważasz mnie za takiego głupiego, że nie byłbym w stanie tego dostrzec? – Wyglądało to źle, a nawet gorzej. Ręce Hana się trzęsły ze zdenerwowania, serce mu waliło jak młotem, a mózg pracował na wszystkich obrotach.
– Ja... – wymamrotał. Nie musiał przecież mówić całej prawdy, mógł powiedzieć jej część. Tylko nie wiedział od czego zacząć, na poczekaniu przywołał pierwszy dzień, gdy śledził Minseoka, widział go wtedy z Baekiem. – Pewnego dnia przechodziłem obok domu kultury i  zauważyłem, jak rysujesz, od tamtej pory zakochałem się w twoich rysunkach.
– Dlatego mnie śledziłeś? – spytał Minseok, bawiąc się skrawkiem swojej koszulki. Widocznie starszy się zmieszał, a Han miał ochotę odetchnąć z ulgą, bo przynajmniej drugi nie był na niego już zły. – Kto by pomyślał, że sławny Luhan zainteresuje się moją osobą. – Obdarzył Hana uśmiechem. Młodszy miał wrażenie, że zaraz zejdzie na zawał, bo ten uśmiech był taki uroczy.
– Tak.. cóż… Masz wielki talent i nie możesz go zmarnować. – Han poczuł, że się rumieni niczym zakochana nastolatka rozmawiająca ze swoim ukochanym. Jednak nie mógł się powstrzymać, Minseok po prostu tak na niego działał.
Starszy zachichotał z pochlebstwa Lu, w ciągu paru minut jego emocje zmieniały się niczym w kalejdoskopie. Prawdopodobnie dlatego, że miał mieszane uczucia względem Luhana – nie potrafił go rozszyfrować, a największą zagadką dla niego było, czemu młodszy tak się go uczepił.
– No cóż, skoro już tu jesteś, to może nie zmarnujmy tak wspaniałego dnia – powiedział Minseok, siadając i klepiąc zachęcająco podłogę obok siebie. Han bez zastanowienia usiadł na wskazanym miejscu tak, że ich uda się ze sobą stykały. – Opowiedz mi coś o sobie Hannie. – Posłużył się słodkim pseudonimem.
– A co chcesz wiedzieć? – dopytał się Luhan, nie bardzo wiedząc od czego zacząć. Zwykle potrafił o sobie mówić godzinami, jednak tym razem miał zupełną pustkę w głowie. Minseoka nie fascynowały rzeczy takie same, jak Sehuna, Jongina i Jongdae, więc nie był w stanie niczego wymyślić.
– Co cię interesuje, jakie masz pasje, kim chcesz zostać w przyszłości, takie typu rzeczy – odpowiedział promiennie starszy. Siedział ze skrzyżowanymi nogami, dzięki czemu wyglądał trochę jak pięciolatek.
– Pasjonuję się piłką nożną, lubię czytać książki, gdy jakaś seria przypadnie mi do gustu, to pochłaniam od razu wszystko od tego autora. Kiedyś chciałem zostać pisarzem, ale moi rodzice wolą, żebym poszedł na prawo. Czy udzieliłem ci  w pełni satysfakcjonujących odpowiedzi?
Minseok nawet nie ukrywał swojego zdziwienia, gdy usłyszał, że drugi chciał zostać pisarzem. Czy do tego nie trzeba być chociaż w miarę elokwentnym? Z codziennych wypowiedzi Hana mógł łatwo wywnioskować, że nie miał on zbyt bogatego słownictwa.
– Nie uważasz, że to ty powinieneś zdecydować, co chcesz robić w życiu, a nie twoi rodzice? – spytał starszy. On sam nie miał takiego problemu, gdyż jego cała rodzina wspierała go w jego pasji do rysowania od najmłodszych lat. Od zawsze marzył, żeby jego nazwisko wisiało na jednej ścianie z największymi twórcami.
– Po części ich rozumiem, nie łatwo się wybić jako pisarz, a bycie prawnikiem zapewni mi stabilną przyszłość. – Luhan naprawdę uważał, że nie ma w tym nic złego, że rodzicie w pewien sposób narzucili już mu studia. Sam nie do końca był zdecydowany, a to że się martwili o niego jego najbliżsi uważał za coś normalnego. – Wiesz, poza tym książkę też mogę napisać, jeśli nie skończę odpowiednich studiów. Pewnego dnia po prostu usiądę i napiszę, i nikt nie będzie mi mógł tego zabronić.
Minseok współczuł Hanowi, nie mógł się realizować w tym, co naprawdę kochał. On sam nie wyobrażał sobie swojego dnia bez narysowania czegokolwiek, nawet głupiego kwiatka w zeszycie od matematyki. Chyba umarłby z nerwicy, rysowanie to było coś, co go odprężało.
– Ja bym tak nie mógł – wyznał starszy, sadowiąc się wygodniej. Han miał ochotę owinąć swoją rękę wokół talii mniejszego, by mieć go jeszcze bliżej siebie. Jednak powstrzymał się i skupił się na tym, co do niego mówił. – Wiesz, to trochę tak jak z oddychaniem, robisz to, bo musisz. Ja chyba już się tak uzależniłem od rysowania, że nie potrafię bez tego żyć. Codziennie, dzień w dzień od najmłodszych lat się temu poświęcałem, więc to dla mnie coś zupełnie naturalnego.
Luhan słuchał tego wszystkiego z zaciekawieniem, do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że Minseok wcale nie jest taki nudny, na jakiego wygląda. Wręcz przeciwnie, to była jedna z głębszych rozmów, jakie w ostatnim czasie z kimś przeprowadził. W końcu nie opowiadał o sobie na prawo i lewo, tylko nieliczni tak naprawdę go znali.
– Pomyliłem się co do ciebie – wyszeptał Han, przybliżając się do starszego. Opierał swoją rękę za plecami drugiego, położył głowę na jego ramieniu, zamykając jednocześnie oczy. Był zmęczony po tych wszystkich wyczerpujących lekcjach.
Minseok wzdrygnął się lekko od nagłego dotyku, ale nic nie powiedział. Sam również nie czuł się dzisiaj na siłach, dlatego korzystając z okazji również przymknął powieki. Zanim się zorientował, odpłynął w głęboki sen.
Gdy Luhan się obudził, znajdował się w zupełnie innej pozycji, niż kiedy zasypiał. Teraz leżał na plecach z Minseokiem w ramionach, który się do niego przytulał jak baby koala. Starszy wyglądał zupełnie niewinnie, gdy tak spał, a co za tym szło, był jeszcze bardziej słodki. Han przejechał koniuszkiem palca po delikatnej skórze jego twarzy, była miękka w dotyku niczym aksamit. Luhan nie zdawał sobie sprawy ile czasu minęło, ale w pewnym momencie rzęsy Minseoka zatrzepotały.
Obydwoje nie zamierzali przerywać tego uścisku – było im razem po prostu za dobrze. Dlatego żaden nie odsunął się od drugiego, trwali tak przez następne kilka minut, aż zadzwonił dzwonek. Dopiero wtedy zorientowali się, że ominęli co najmniej parę lekcji.
– Chyba już pora wracać do domu – powiedział Minseok, podnosząc się do siadu. Nie bardzo miał ochotę odsuwać się od Luhana, bo było mu tak przyjemnie w jego ramionach, pasował do nich idealnie.
– Tak, chodźmy – zgodził się młodszy. Wstał, zabierając swój plecak i ten Minseoka. Szli w jednym kierunku, więc mógł odprowadzić drugiego bez zbędnych wymówek. Jeden z wielu plusów mieszkania po sąsiedzku z tym uroczym kujonem.
Przez większość drogi szli w milczeniu, nie była to niezręczna cisza, raczej rozkoszowali się swoim towarzystwem. Co jakiś czas rzucali sobie nieśmiałe uśmiechy, a ich ręce się o siebie ocierały. Po jakimś czasie Luhan nie był już w stanie tego wytrzymać i po prostu chwycił starszego za rękę, który jej nie odsunął, a wręcz ścisnął ich złączone dłonie.
Kiedy stanęli pod domem Minseoka, ten nie chciał jeszcze puszczać drugiego. Zrobił oczy zranionego pieska i zapytał, czy Han nie chciałby wejść na chwilę, na co on chętnie przystał. Weszli do pokoju starszego, Luhan natychmiast opadł na łóżko.
– Chcesz coś do picia? Możemy też coś obejrzeć, bo nie mam za bardzo ochoty na nic innego – oznajmił Minseok, rozpakowując swoje rzeczy i kładąc je w ściśle wyznaczone miejsca. Nienawidził, gdy coś znajdowało się nie w tym miejscu, w którym powinno, bo potem najczęściej szukał jakiejś rzeczy godzinami.
– Nie kłopocz się, tylko chodź tu w końcu – powiedział Lu, otwierając ramiona by zachęcić drugiego do siebie. Liczył na kolejną sesję z przytulaniem i nie pomylił się zbytnio, bo już w następnej sekundzie poczuł, jak przytula się do niego drobne ciałko. Nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który wpełzł na jego usta. Jego serce momentalnie zaczęło bić dwa razy szybciej, gdy Minseok ułożył głowę na jego klatce piersiowej.
– Mógłbym tak leżeć już wiecznie. – Rozmarzył się Minseok, nie lubił się zbytnio przytulać, ale Han był naprawdę bardzo wygodną poduszką. Nie żałował, że go do siebie zaprosił, być może za surowo ocenił drugiego. Teraz miał o to do siebie pretensję, bo Lu okazał się być kimś o wiele bardziej wartościowym, niż na początku uważał.
– To chcesz oglądać ten film, czy wolisz tak leżeć i nic nie robić? – spytał Han.
– Druga opcja brzmi bardziej zachęcająco. – Uśmiechnął się Minseok. – Jeśli masz na coś ochotę to powiedz.
Luhan zastanawiał się przez chwilę i w końcu uznał, że jakiś film od Marvela nie byłby najgłupszym rozwiązaniem. Jednym z jego ulubionych postaci był Iron Man, chociaż Roberta w roli Sherlocka Holmesa też kochał. Zawsze miał dylemat między tymi dwoma filmami.
– Waham się między Sherlockiem, a Iron Manem. Nie wiem co lepsze – wyznał Luhan, patrząc na Minseoka tymi swoimi świecącymi oczami.
– Jak się prędko nie zdecydujesz, to niczego dzisiaj nie obejrzymy. – Wydął wargi starszy. Nie miał zielonego pojęcia, kiedy zaczął się czuć tak swobodnie w towarzystwie Luhana. Cieszył się z tej bliskości, bo od dawna brakowało mu kogoś, z kim mógłby pogadać na głębsze tematy. Oczywiście przyjaźnił się z Kyungsoo i Baekhyunem, ale ta dwójka znała go praktycznie na wylot, a trudno było opowiadać o sobie komuś, kto znał całą twoją biografię na pamięć.
– Dobra, niech będzie Sherlock Holmes – zdecydował w końcu Lu. Natomiast Minseok już podnosił się z wygodnej pozycji, żeby włączyć film na laptopie. Gdy to zrobił, wrócił w ramiona Luhana, a komputer postawił tak, żeby obydwoje dobrze widzieli ekran.
Minseok w ogóle nie potrafił się skupić na Sherlocku, ciągle rozpraszała go ręka Hana, gładząca go po plecach. Czasami zjeżdżała nawet niżej, aż na jego tyłek, a potem na uda, by znowu wrócić na wysokość jego łopatek. To wszystko działo się stanowczo za szybko – wczoraj ze sobą nie rozmawiali, a dzisiaj? Dzisiaj tulili się do siebie niczym zakochana w sobie po uszy para.
Luhan wyczuł, że nagle mięśnie Minseoka zesztywniały, dlatego zaczął go nieudolnie masować. Po paru minutach poddał się, ale ku swojemu zaskoczeniu stwierdził, że starszy po raz kolejny zasnął w jego ramionach. Nie chciał go budzić, gdy wstanie, dlatego nie pozostało mu nic innego jak samemu również pogrążyć się we śnie.


– Hej Jonginnie – przywitał się Kyungsoo ze swoim nowym chłopakiem. Usiadł mu na kolanach, zupełnie nie przejmując się morderczymi spojrzeniami innych uczniów – w szczególności płci żeńskiej.
– Witaj Kyungnie – odpowiedział młodszy, całując drugiego w policzek i opiekuńczo obejmując go wokół jego talii. – Jak ci minął dzisiejszy dzień?
– W porządku, tylko nie widziałem Minseoka od długiej przerwy i zastanawiam się, gdzie poszedł. – Zrobił smutną minkę, którą drugi miał ochotę wycałować. – A co jak mu się coś stało, a ja o tym nie wiem? – Zaczął panikować, pośpiesznie wyciągnął telefon, by napisać do swojego przyjaciela.
– Spokojnie, na pewno nic mu nie jest – zapewniał go, gładząc Soo po plecach. – Poza tym, ja też nie widziałem Luhana od czasu długiej przerwy, ale wydaje mi się, że wychodził na dach.
Kyungsoo nagle zesztywniał i spojrzał na swojego chłopaka, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Z łatwością dodał dwa do dwóch i nie za bardzo podobało mu się to, co mu wyszło. Skoro Han znajdował się w tym samym miejscu o tym samym czasie co Minseok, to musiało między nimi do czegoś dojść. Być może do czegoś poważnego, skoro żadnego nie widzieli od tamtego czasu. Nerwowo zerkał na ekran telefonu w nadziei, że Minseok odpisał, jednak przez resztę przerwy Minnie nie dał nawet znaku życia.
Zawiedziony dreptał za rękę z Jonginem do klasy, w której miał zajęcia. Młodszy upierał się przy odprowadzaniu go na każdą lekcję, co było trochę uciążliwe, ale jednocześnie urocze. Dlatego nie narzekał, gdy młodszy ciągnął go przez korytarze do celu.
Kiedy w końcu siedział sam w ławce, zabrał się za przemyślenia. Wspominał ten dzień, gdy wszystko ułożyło się między nim, a Jonginem. To wszystko za sprawą niewinnego pocałunku w policzek, który zmienił wszystko o sto osiemdziesiąt stopni.

Kyungsoo biegł korytarzem, przeklinając w myślach swoją głupotę. Jak mógł tak łatwo zdradzić swoje uczucia względem Jongina? A co jak drugi nie czuje tego samego? Był pewny, że nie przeżyje takiego odrzucenia, nie od Jongina.
Usłyszał stukot butów za sobą, mógł się tylko domyślać do kogo należały. Jednak nie zatrzymał się nawet na ułamek sekundy, uczucie skrępowania zmieszało się ze złością na samego siebie. W pewnym momencie ktoś złapał go za ramiona i przyszpilił go do najbliższej ściany. Zanim zdążył zaprotestować, poczuł, jak czyjś język brutalnie wdziera się do jego ust. Długie ręce obejmowały go kurczowo w pasie, a on sam nie wiedział co zrobić ze swoimi rękoma, więc zarzucił mu na ramiona Jongina, przybliżając ich jeszcze bardziej do siebie. Kyungsoo z pełnym zaangażowaniem oddał pocałunek.
Gdy się od siebie odsunęli, ich wargi były spuchnięte od intensywnego całowania. Patrzyli sobie w oczy przez chwilę, zanim Jongin zupełnie oderwał się od starszego.
Chcesz zostać moim chłopakiem? – spytał, a Kyungsoo trochę za szybko się na to zgodził.

Reszta potoczyła się już sama, tylko jedna sprawa martwiła Soo – a dokładniej Minseok. Kyungsoo teraz dość dużo czasu poświęcał Jonginowi i przez ostatni tydzień nie zamienił ze starszym ani słowa. Trochę się o niego martwił, że nie skończy się to wszystko dobrze dla ich obojga albo w ogóle przestaną ze sobą rozmawiać albo będzie to tylko krótka wymiana zdań podczas dnia. Musiał wymyśleć coś innego, żeby nie stracić swojego najlepszego przyjaciela.
Akurat w tym momencie Minseok odpisał, ku jego zdziwieniu starszy znajdował się już w domu razem z Luhanem. Zastanawiające było, co ten drugi z nim robił, modlił się tylko, żeby żadnemu nie wpadło nic głupiego do głowy.
W tym momencie wymyślił coś genialnego, jak pogodzić jego przyjaźń z randkowaniem. Już dawno zauważył, że Minseokowi przydałoby się więcej znajomych niż on i Baekhyun, ale wcześniej jakoś o tym tak nie myślał. A co jakby w pewnym sensie wprowadził Minseoka do grupy Hana? Fakt, byłoby zapewne parę zgrzytów, ale wystarczy wspomnieć Jongina i Jongdae, by zapewnić innych że nie będzie gorzej.
Zanim się zorientował cała lekcja minęła mu na rozmyślaniu, nie żałował, bo w końcu wiedział, co zrobić. Natychmiast popędził do Jongina, żeby opowiedzieć mu o dobrych wieściach. Znalazł go przy swojej szafce, chowającego do niej swoje rzeczy. 
– Minseok jest z Luhanem u siebie w domu – oznajmił, gdy tylko zrównał się ze swoim chłopakiem.
– To chyba dobrze – powiedział Jongin, uśmiechając się promiennie. Podszedł do Kyungsoo i dał mu szybkiego całusa w usta. – To co, idziemy gdzieś, czy zostajemy w szkole na noc? – zapytał przekornie.
– Nie byłbym tego taki pewien, w końcu Han ma zakład do wygrania – odpowiedział nadąsany Soo, nienawidził poruszać tego tematu. – Nie po to tu przyszedłem, ogólnie to wymyśliłem sposób, żeby utrzymać swoją przyjaźń z Minseokiem.
Jongin podniósł znacząco brew do góry i zanim drugi zdążył cokolwiek powiedzieć, chwycił go za przegub i wyprowadził z terenu szkoły, z dala od tych wszystkich ciekawskich spojrzeń. Gdy dotarli do parku, usiedli na jednej z ławek w cieniu. Kyungsoo miał na sobie cienką kurtkę, więc po paru minutach na dworze zrobiło mu się zimno. Jongin użyczył mu swój sweter, który drugi z chęcią przyjął.
– Ogólnie to chcę, żeby Minseok znalazł się w naszym gronie. Nie wyobrażam sobie go siedzącego samemu na przerwach z nikim, do kogo mógłby otworzyć usta.
– Mi tam Minseok nie przeszkadza, ale z innymi może być kłopot. Nie wiem, czy Jongdae w ogóle go lubi. Sehuna na pewno nie będzie to obchodzić, ale jeszcze pozostaje sprawa z Luhanem, który chyba nim gardzi – stwierdził zwięźle Jongin. – Jednak zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby przekonać do niego resztę – obiecał, przytulając się do mniejszego.
– Dziękuję. – Uśmiechnął się Kyungsoo, całując na pożegnanie Jongina. – Widzimy się jutro.



Skończyło się na tym, że Luhan u niego nocował. Pożyczył mu piżamę do spania, która była na niego trochę przykrótka, więc musiał spytać swojego taty, czy mu nie użyczy innej. Ku jego szczęściu jego ojciec się zgodził bez zadawania zbędnych pytań, chociaż spojrzał się na niego dziwnie.
W między czasie zadzwonił do niego Kyungsoo, który chyba postawił sobie za punkt honoru, by uprzykrzyć mu dzisiaj jak najbardziej życie. Lubił młodszego, ale sam doskonale umiał o siebie zadbać, nie musiał być pilnowany przez młodszego.
Wrócił do pokoju z drugą częścią Sherlocka Holmesa, Han leżał już wygodnie w jego łóżku. Pościel była porozwalana, niektóre poduszki leżały na podłodze i ogólnie mówiąc, według Minseoka panował bałagan, dlatego wziął się od razu za sprzątanie.
– Myślałem, że będziemy oglądać film – odezwał się Luhan, obserwując z zaciekawieniem, jak mniejszy układał płyty na półce. Zajęło mu chwilę, zanim skończył ogarniać przestrzeń w której się znajdowali.
– Dobra, skończyłem, możemy odpalać płytę – oznajmił wesoło Minseok, biorąc laptopa i wkładając DVD do środka. W następnym momencie oglądali już Sherlocka Holmesa, starszy ułożył się wygodnie z głową na klatce piersiowej drugiego, wsłuchując się w rytmiczne bicie serca.
Leżeli tak, rozkoszując się filmem oraz bliskością drugiej osoby. Luhan cieszył się, że miał starszego w swoich ramionach, czuł się jakby wszystko było na swoim miejscu. Zerknął na piękną twarz Minseoka, na której gościł wyraz błogości. Nic nie mogło teraz zepsuć tej chwili, świat mógłby im się zwalić na głowy, a Han i tak byłby zadowolony, że umiera z kimś, do kogo żywił pewne uczucie – chociaż nie wiedział dokładnie jakie.
Następna rzecz jaką zapamiętał przez odpłynięciem w głęboki sen, to przymrużone, czekoladowe oczy Minseoka spoglądające na niego spod wachlarza długich rzęs.
Gdy tak spali, nie wiedzieli, że mama Minseoka w pewnym momencie otworzyła drzwi i mocno się zdziwiła, kiedy zobaczyła, jak jej syn przytula się do Hana. Tysiąc aluzji już kłębiło się w jej głowie, postanowiła jednak wyjść i zostawić ich samych sobie.
– Kochanie, wiedziałeś, że nocuje dzisiaj u nas Luhan? – spytała męża, siadając na skraju łóżka. Obserwowała, jak jej mąż szykuje się do spania.
– Nie, ale Minseok poprosił mnie o jedną z moich piżam, zapewne była dla Hana – odpowiedział, nie chcąc wysłuchiwać teorii na temat tej dwójki. – I nie wiem jak ty, ale ja padam z nóg – powiedział, ucinając wątek.
Niepocieszona obrotem spraw pani Kim poszła spać, nie męcząc już swojego męża żadnymi domysłami.

Następnego dnia w szkole nikt się zapewne nie spodziewał Luhana w towarzystwie jakiegoś kujona, którego wszyscy zawsze ignorowali. To było nowe zjawisko, dlatego wszyscy rzucali im zaciekawione spojrzenia. Przynajmniej tak tłumaczył to sobie Minseok, gdy tego ranka Han stwierdził, że nie ma nic przeciwko, by poszli razem do szkoły.
Minseokowi nawet spodobał się ten pomysł, ale nie przewidział wianuszka wiernych fanek Luhana, czyhających na niego pod bramą szkoły. Po raz pierwszy starszy miał okazję dowiedzieć się, jak szybko plotki przemieszczają się z ust do ust. Już na pierwszej przerwie zaczepiło go paru uczniów, co było dość niespotykanym zjawiskiem. Starał się słuchać na lekcjach, ale nawet wtedy ktoś go rozpraszał, dźgając go długopisem w żebra. A to wszystko tylko po to, żeby dowiedzieć się co robił z Luhanem. Dlatego nikt nie mógł go obwiniać, że na początku długiej przerwy nawrzeszczał na stado dziewczyn, które za nim szło, prawda?
Szedł szybkim krokiem w kierunku stołówki, z zamiarem pogadania sobie z Luhanem na ten temat. To, że tak nagle się do siebie zbliżyli wcale nie usprawiedliwiało drugiego, żeby się tak z tym obnosił. Już parę razy usłyszał, co to Han o nim mówił. Gdy tylko zobaczył te blond kłaki, natychmiast się do niego doskoczył, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, osoba po jego prawej odezwała się pierwsza.
– Popatrzcie kto się zjawił – powiedział Jongin, uśmiechając się promiennie do Minseoka, co trochę zbiło go z tropu. – Myślałem, że już nigdy nie przyjdziesz, może się dosiądziesz? – zaproponował. Kyungsoo siedział obok niego, a widok swojego przyjaciela trochę otrzeźwił Minseoka.
– No nie daj się prosić – powiedział Han, klepiąc na miejsce obok siebie. Luhan w głębi ducha miał nadzieję, że starszy przyjmie ofertę i usiądzie obok niego, jednak nie mógł się bardziej mylić. Minseok usadowił się obok Sehuna, czyli po zupełnie innej stronie, Lu rzucił mu pełen cierpienia wyraz twarzy.
– Nie patrz tak na mnie, przecież nie jestem tutaj od niańczenia cię – zakomunikował Minseok, odwracając wzrok od tych szklistych oczu, które przyprawiały go o palpitację serca. – Poza tym Sehun jest spokojniejszy od ciebie, więc przynajmniej będę mieć święty spokój.
Jongdae zaczął rechotać od wymiany zdań tych dwojga, która nie wiedzieć czemu według niego była przekomiczna. Może dlatego, że wygranie zakładu z Lu okazało się być dziecinnie proste – z takim nastawieniem Minseoka do Hana był o to spokojny.
Co najciekawsze, przy tym stole siedziała tylko jedna osoba, która nie wiedziała o ich zakładzie, a był nią sam Minseok. Jongdae nie czuł żalu, że starszy się do nich przyłączył, wręcz przeciwnie teraz będzie mógł z bliska obserwować poczynania Luhana.
Luhan miał ochotę oddzielić tę dwójkę od siebie, gdy patrzył z jakim zaangażowaniem rozmawiali na wspólne tematy. Sehun chyba po raz pierwszy wykazał zainteresowanie drugą osobą, co nie bardzo podobało się Hanowi, który chciał wziąć Minseoka i posadzić na swoich kolanach, żeby wszyscy wiedzieli, że starszy należał tylko i wyłącznie do niego. Jednak nie mógł tak zrobić, za bardzo bał się odrzucenia ze strony drugiego.
Zazdrość pożerała jego serce, nie zdawał sobie do tej pory sprawy z tego, jak bardzo lubił Minseoka. Zaryzykowałby nawet stwierdzenie, że powoli się w nim zakochiwał, ale nie chciał również popadać w paranoję. Miłość nie była czymś prostym, musiał mieć pewność o swoich uczuciach, zanim opowie o nich Minseokowi. Jeśli w ogóle to zrobi. Istniał też cień szansy, że stchórzy przed konfrontacją.
Nagle rozległ się śmiech starszego, Lu myślał, że zraz się rozpłynie, gdyż ten dźwięk był nie do opisania. Jednak od razu przypomniał sobie kto rozśmieszył drugiego i znowu jego humor spadł diametralnie.
Właśnie w tym momencie rozległ się dzwonek, a Han przeklinał siebie, że całą przerwę spędził na obserwowaniu Minseoka, bo nie zdążył nic zjeść. Znając życie zrobi się głodny na tej lekcji i zacznie mu burczeć w brzuchu na całą klasę. Westchnąwszy, podniósł się i popędził w stronę klasy, żegnając się uprzednio ze wszystkimi.
Reszta dnia minęła dla Minseoka bardzo szybko, oprócz ciekawskich spojrzeń innych uczniów – głównie płci żeńskiej – spędził całkiem przyjemne popołudnie. Nawet się nie zorientował, gdy wracał po raz kolejny do domu razem z Luhanem, tym razem jednak szli w zupełnej ciszy od początku do końca drogi.
Kiedy stanęli pod drzwiami domu Minseoka w końcu coś się zadziało, Han złapał go za rękę i pociągnął ku sobie, by zamknąć go w swoich ramionach. Starszy nie wiedział, czym spowodowany jest ten nagły przejaw emocji. Bez większego zastanowienia oddał uścisk, uwielbiał być w tych opiekuńczych ramionach, miał wtedy wrażenie, że był bezpieczny.
Zamknięci w swoich objęciach nie zauważyli, że zaczęło się ściemniać i przyszła pora się w końcu ze sobą rozstać. Tylko że żaden z nich nie miał na to najmniejszej ochoty, najchętniej spędziliby ze sobą jeszcze parę godzin, ale to już by była trochę przesada.
– Do zobaczenia jutro Minnie – wyszeptał Lu do ucha starszemu. Na pożegnanie jeszcze pocałował go w policzek, odwrócił się i odszedł w swoim kierunku. Od tego całusa dziwne uczucie nie dawało mu spokoju, mimo wszystko był z niego zadowolony, ale jednocześnie chciał więcej.
Minseok stał zszokowany na zimnym wietrze, takie obrotu spraw zupełnie się nie spodziewał. Han zostawił mu mokry ślad, a od rześkiego powietrza to miejsce zaczęło nieprzyjemnie szczypać. Wytarł się i szybko wszedł do domu, lekko drżąc z zimna. Nie zmarzł za bardzo, bo Luhan sprawiał, że robiło mu się ciepło na ciele. Wystarczył sam jego oddech, by go ogrzać.
Nagle usłyszał dźwięk swojego dzwonka od telefonu, przyszła wiadomość od nieznanego numeru.
Od: nieznany numer
Hej Minseok, mam nadzieję, że się nie przeziębiłeś od stania na dworze. Dostałem twój numer od Kyungsoo i w końcu miałem okazję do ciebie napisać =^-^= Luhan
Minseok szybko przeskanował wiadomość wzrokiem i uśmiechnął się do siebie. Luhan wysłał uroczego smsa, a ta kocia emotka tylko dodawała słodkości. Natychmiast odpisał, że przy nim było mu ciepło, a samemu zrobiło mu się zimno. Ku jego uldze Han nie wziął do siebie tego, co napisał.
Pisali tak ze sobą do drugiej nad ranem, żartowali i przedrzeźniali się przez cały czas. W końcu gdy Minseok spojrzał na zegarek, zreflektował się, że już dawno powinien spać. Dlatego pożegnał się z Luhanem, który nawiasem mówiąc bardzo to przeżywał, i zaczął szykować się do łóżka.
Leżał w pokoju, wpatrując się w ciemność, jednak sen nie przychodził. Wielokrotnie przekręcał się z boku na bok, szukając wygodnej pozycji, niestety bezskutecznie. Zdesperowany wstał, zapalił światło i zaczął rysować.
Kiedy skończył, słońce wisiało nisko na niebie, mimo zmęczenia powoli zbierał się do szkoły. Rzucił jeszcze ostatni raz spojrzenie na czarnobiały portret Luhana i wyszedł. 

[4]

sobota, 25 czerwca 2016

Black Beauty [2]

Brak komentarzy
Song | Okładka | Wattpad

Minseok biegł przed siebie najszybciej jak tylko umiał, przeklinał swoją kondycję, która nie pozwalała mu biec szybciej. Nigdy nie lubił sportu, a na wychowaniu fizycznym zawsze obrywał piłką, nie ważne w co grali. Dlatego teraz, gdy naprawdę mu się śpieszyło, miał wrażenie, że zwalnia, a nie przyspiesza. Z trudem łapał oddech, a jego uda paliły z nadużycia, jednak mimo tego nadal się nie poddawał, ponieważ jedna myśl kołatająca się w jego głowie mu na to nie pozwalała.
Kyungsoo mnie potrzebuje.
Znajdował się już blisko ich wspólnego miejsca spotkań, gdzie zwykle się umawiali, a potem najczęściej szli do znajdującej się w pobliżu kawiarenki. Widział z daleka siedzącego na ławce Soo, gdy Minseok w końcu dobiegł do niego, zauważył, że jego przyjaciel się trząsł, a po jego policzkach spływały łzy. Seok od razu się do niego przytulił, Kyungsoo zaniósł się jeszcze większym płaczem, schował twarz w koszuli starszego, mocząc ją przy okazji.
– Już dobrze, jestem przy tobie, nie jesteś już sam – starał się uspokoić Minseok swojego przyjaciela, klepał go pokrzepiająco po plecach, dalej mamrocząc jakieś pocieszające formułki. Po paru minutach oddech Soo się wyrównał. – Co będziemy tu siedzieć, może wejdziemy do środka?  - zaproponował Minseok, gdy młodszy już całkowicie się uspokoił. Starszy wstał i złapał swojego przyjaciela za rękę, poprowadził go do wejścia, by następnie usiąść przy stoliku na uboczu, z dala od jakichkolwiek ciekawskich spojrzeń ludzi.
– Co wam podać? – odezwał się kelner, który do nich podszedł, gdy tylko zajęli miejsca. Uśmiechał się zachęcająco, a w ręku trzymał notes by zapisać ich zamówienie na papierze. Miał jasne, tlenione włosy, które powabnie okalały jego twarz oraz przyjaźnie wyglądające, ciemnobrązowe oczy, a jego smukłe ciało zakrywała zwykła, biała koszula wpuszczona w czarne rurki. Ogółem mówiąc, według gustu Minseoka był niesamowicie przystojny.
– Ja poproszę średnią czekoladę na gorąco – wymamrotał ledwo słyszalnie Kyungsoo, wyrywając Minseoka ze swoich myśli. Natychmiast przeskanował wzrokiem kartę, która leżała przed nim i niemal od razu zauważył interesujący go napój.
– A dla mnie będzie duże iced americano koniecznie bez mleka. – Uśmiechnął się Minnie do kelnera, który odpowiedział tym samym, zabierając jednocześnie menu. Minseok odprowadził go wzrokiem i ze zdumieniem obserwował, jak chłopak zabrał się przyrządzanie ich zamówienia. Wszystko co robił nieznajomy wydawało się być proste, jakby w ogóle nie myślał on nad tym co robi.
– W ogóle nie jesteś oczywisty – prychnął z rozbawienia Kyungsoo, sprawiając, że Minseok wzdrygnął się i spuścił wzrok na swoje stopy. – Jeśli jesteś nim zainteresowany to się z nim umów, a nie baw się w podchody. Weź sprawy w swoje ręce i nie czekaj aż coś samo się za ciebie zrobi, bo to nigdy nie nastąpi. Wiesz mi, po tym jak zrujnowałem swoją relację z Jonginem wiem co mówię – powiedział całkowicie szczerze Soo. Starszy pokiwał wolno głową, starając się przetrawić dopiero co usłyszane słowa, ale w tym momencie wrócił do nich kelner z kubkami parującymi od gorących napojów. Postawił je przed nimi, a Minseok po raz kolejny nie mógł się powstrzymać od patrzenia się na niego. – Przestań się tak na niego gapić, jeszcze weźmie cię za jakiegoś wstrętnego stalkera.
– I tak nie mam szczęścia w miłości. – Wydął wargi Minseok niezadowolony z tego, co przed chwilą usłyszał. Nie był przecież jakimś typem spod ciemnej gwiazdy, żeby ten kelner tak o nim pomyślał, przynajmniej taką miał nadzieję. – A teraz opowiadaj co się stało.
– Nic, po prostu Jongin i jego przyjaciele to debile – stwierdził krótko Soo, ale Min znał swojego przyjaciela na tyle, by stwierdzić że nie mówił on całej prawdy, a tylko jej kawałek. Natomiast w Kyungsoo trwała właśnie zażarta walka o to czy powiedzieć o zakładzie starszemu, czy zachować wszystko dla siebie i czekać na rozwój wydarzeń. – Minseok jest coś, co ci muszę powiedzieć – zaczął Soo, przyciągając spojrzenie Seoka, te duże oczy patrzyły na niego z ufnością i Kyungsoo po prostu nie był w stanie wykrztusić z siebie to, co leżało mu na sercu. Dlatego wymyślił na poczekaniu coś innego. – Bardzo lubię twoje prace.
Minseok uśmiechnął się lekko, połechtany przyjemnie tym komplementem. Pierwszy raz ktoś pochwalił jego twórczość i naprawdę był zadowolony z tego powodu, ponieważ czasami tracił wiarę w to, co robił.
Rozmawiali jeszcze przez godzinę o wszystkim i o niczym, po czym rozeszli się – każdy w swoim kierunku. Zaczynało się powoli ściemniać, a Minseok dopiero zdał sobie sprawę, jak dużo czasu upłynęło. Dni się powoli skracały, a co za tym szło, zaczynało się robić zimniej na dworze, nie mógł już więc chodzić dalej w samej bluzie z kapturem. Już teraz trochę przymarzał, więc nie wyobrażał sobie nawet co będzie za parę dni.
Gdy przeszedł przez próg swojego domu, od razu uderzyło go gorące powietrze i unoszący się w powietrzu ostry zapach przyrządzanego obiadu. Bez zastanowienia udał się do kuchni, gdzie jego mama stała za garnkami. Podszedł do niej od tyłu i pocałował ją w policzek, mamrocząc jednocześnie pod nosem nieskładne powitanie. Odpowiedziała mu uśmiechem i oznajmiła, że mają dzisiaj gości, którzy zostają na obiad, a on ma się zająć ich synem. 
Zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co go czeka, poszedł do salonu, by zastać tam rozwalonego na kanapie Luhana. Westchnął mentalnie, bo jak na dzisiaj miał już dość  użerania się z młodszym, który za grosz nie posiadał w sobie pokory. Han uważał się za takiego wspaniałego, podczas gdy nauka nie szła mu już tak cudownie, ponieważ skupiał się głównie na wynikach w piłce nożnej. Lecz nie każdy zostaje przecież olimpijczykiem, a wykształcenie i tak musi posiadać, bo gdzie go potem przyjmą do pracy? Ten gość w ogóle nie myślał o swojej przyszłości.
– Hej – przywitał się Luhan, świdrując Minseoka spojrzeniem, przez co starszy poczuł się trochę nieswojo. Aczkolwiek dosiadł się obok młodszego, bo w końcu nie chciał spaść do poziomu, którym reprezentował sobą osobnik znajdujący się obok niego.
– Cześć. – Minseok za wszelką cenę starał się uniknąć tego wzroku, którym obdarzał go Han, czuł się jakby był on w stanie przeniknąć jego duszę i odczytać jego myśli. Nie miał zamiaru się z nim zaprzyjaźniać, dlatego usiadł w pewnej odległości od drugiego i miał nadzieję, że tego nie zauważy. Oczywiście jak na nieszczęście Minseoka, Luhan usiadł prosto i przysunął się do niego, kładąc rękę na jego udzie. Seok wzdrygnął się nieznaczenie od tego nagłego dotyku, który wbrew pozorom był bardzo przyjemny, od ręki Hana biło ciepło, które zaczęło rozchodzić się po jego ciele.
Luhan musiał przyznać, że Minseok był bardziej podobny do swojej mamy, niż do taty. Z pewnością to po niej odziedziczył swój wzrost, kruchą posturę i oczy, nie wspominając nawet o tych puszystych policzkach, które kojarzyły się Hanowi z baozi – chińską przekąską gotowaną na parze. Na samą myśl o tych kluskach robił się głodny, a fakt że jeszcze nie jadł posiłku, wcale nie pomagał.
– Minnie, może zaprosisz Hana do swojego pokoju? Obiad będzie za jakiś czas, więc po co macie tu siedzieć jak te kołki? – Zachichotała z własnego dowcipu pani Kim. Minseok bez sprzeczania się, podniósł się na nogi i poprowadził gościa na górne piętro, gdzie znajdowały się sypialnie wszystkich domowników oraz łazienka.
– Tak więc to tutaj. – Minseok wskazał na ciemno brązowe drzwi na końcu korytarza po prawej stronie, puścił Hana przodem, który w sumie nie był zaskoczony tym co zastał w środku. Ściany pokrywał beżowy kolor, nadając pomieszczeniu ciepła, na środku stało idealnie zaścielone łóżko, obok którego umieszczona była szafka nocna z małą lampką. W rogu znajdowało się biurko, na którym walały się jakieś papiery, jednak wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Oprócz tego w pomieszczeniu również swoje miejsce znalazła wysoka, drewniana szafa zaraz przy wejściu. – Rozgość się – oznajmił zachęcająco Seok, sam opadł na swoje posłanie i patrzył się na Hana z wyczekiwaniem wypisanym na twarzy. 
Luhan niezgrabnie podszedł do Minseoka i usiadł obok starszego. Zapadła między nimi niezręczna cisza, żaden nie miał pomysłu na to jak zacząć jakąkolwiek rozmowę, gdyż tak naprawdę niewiele o sobie wiedzieli. Han obserwował delikatne rysy twarzy chłopaka, jego różowawe, pełne usta, drobny nosek oraz duże oczy idealnie się ze sobą komponowały. To nie tak, że Han zauroczył się w starszym, po prostu umiał docenić czyjeś piękno, nawet jeśli to był ktoś, kto nim gardził. 
– Czemu się tak na mnie patrzysz? – w końcu zdał się na odwagę zapytać Minseok. Sama obecność młodszego go irytowała, a jego dziwne zachowanie dolewało tylko oliwy do ognia. Starszy odsunął się znacznie od drugiego, tworząc między nimi dość spory odstęp. Natomiast w umyśle Luhana już błąkała się pewna myśl, którą miał zamiar właśnie spełnić.
– Minseokkie – zaczął Han, starając się grać nieśmiałego i zestresowanego. Przysunął się do starszego, jedną ręką objął go wokół talii, a drugą położył delikatnie na jego policzku. Seok siedział spokojnie, mimo iż serce tłukło mu w piersi jak szalone. – Podobasz mi się – wyszeptał Luhan, czule gładząc kciukiem jego wargi. Zaczął się powoli nachylać, by skosztować tych pełnych ust, które niemal krzyczały: „Pocałuj mnie!”, ale w  tym momencie poczuł ból rozchodzący się po jego twarzy. Do oka nad bolącym miejscem bezwiednie napłynęły mu łzy, mimowolnie dotknął szczypiącego miejsca, jednocześnie wypuszczając starszego z objęć.
– Nie baw się mną! – wykrzyczał Minseok, wybiegając z pokoju jak spłoszone zwierzątko. Luhan siedział oniemiały przez parę minut, bo po pierwsze nikt go jeszcze nigdy nie odrzucił, a po drugie jak to małe coś było w stanie uderzyć go tak mocno? To się nie mieściło w jego głowie, tak więc przy próbie pojęcia tego co się właśnie wydarzyło, zawiódł. 
Luhan powoli wstał i ruszył w stronę drzwi, nadal nie wierzył własnym oczom. Zszedł do salonu, a potem już siedział obok Minseoka przy zastawionym potrawami stole. Przyjemny zapach otrzeźwił trochę Hana, jednak nadal nic nie mówił, mimo pytających spojrzeń jakie posyłał mu starszy.
W Minseoku pojawiło się coś na kształt żalu, który zacisnął się niemiłosiernie wokół jego serca. Być może przesadził trochę ze swoją reakcją, Han musiał się przełamać, żeby mu o tym powiedzieć, a potraktował jego uczucia jak śmieci. Nawet jedzenie przygotowane przez jego mamę nie było w stanie roztopić pożerającego go poczucia winy.
Pani Kim musiała zauważyć dziwne zachowanie tej dwójki, bo gdy rozmowa schodziła na ich rzekomą przyjaźń, od razu ucinała wątek, dzięki czemu nie musieli za dużo odzywać się przy tym posiłku. Minseok był wdzięczny za to swojej mamie, zawsze dostrzegała takie szczegóły i skrzętnie to wykorzystywała – na przykład tak jak teraz.
– No to my chyba będziemy się już zbierać – oznajmiła nonszalancko pani Lu, wstając od stołu. Po skończonym obiedzie dorośli wypili jeszcze po lampce wytrawnego wina, rozmawiali przez chwilę o wszystkim i o niczym, rozkoszując się smakiem alkoholu. – Nie chcemy nadużywać waszej gościnności, prawda kochanie? – zwróciła się do męża, który pokiwał głową.
– Nonsens – odezwał się pan Kim, lecz państwo Lu stali już praktycznie przy drzwiach. Minseok poczłapał za Hanem ze zwieszoną głową, w pewnym momencie mimowolnie złapał wyższego za skraj koszulki i popatrzył na niego szklistymi oczami. Luhan nie potrafił odwrócić wzroku od tego smutnego spojrzenia, którym obdarzał go starszy, dlatego patrzył się na niego z góry, nie zwracając uwagi na wszystko inne dookoła. Czuł się, jakby czas zatrzymał się w tym momencie, tonął w tych ciemnobrązowych tęczówkach, zatapiał się z każdą chwilą coraz bardziej.
– Przepraszam – wyszeptał starszy, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Bez dłuższego zastanowienia Han przycisnął ciało starszego do siebie w kurczowym uścisku, drugi nie wydawał się mieć nic przeciwko temu, a nawet sam owinął swoje ręce wokół szyi młodszego. Ciepło rozchodziło się po ich ciałach od tego dotyku, przywarli do siebie i nie puszczali przez dłuższy moment, gdyż przyjemne uczucie bliskości im na to nie pozwalało.
Gdy Minseok w końcu odsunął się młodszego, jego uwadze nie uszedł wyraz błogość na jego twarzy i lekko przymknięte oczy. Uśmiech wpełzł na usta Seoka, jego poczucie winy roztopiło się tak szybko, jak tylko Luhan zamknął go w swoich ramionach, w których notabene czuł się bardzo dobrze. Nie wiedział czemu, ale jego serce zabiło dwa razy szybciej od tej osobliwej interakcji między nimi.
– Wybaczam. – Uśmiechnął się Han, delikatnie gładząc kciukiem wystające kości biodrowe niższego. W końcu udało mu się jakoś trafić do Minseoka i zrobił w końcu pierwszy krok w kierunku wygrania zakładu z tym debilem. Był z siebie zadowolony i miał ochotę poklepać się po plecach z dumy, jednak trzymał swoje uczucia na wodzy, gdyż wszystko to co udało mu się na razie wypracować, mogło zostać łatwo zniszczone. 
Puścił niższego i pożegnał się z jego rodzicami, którzy rzucali im ciekawskie spojrzenia. Szybko przebiegł przez dwór do swojego domu, gdzie ciepło od razu zalało jego ciało, gdy tylko przekroczył próg. Podły uśmieszek nie schodził z jego twarzy do końca dnia, ani nawet gdy kładł się do łóżka. Miał zamiar opowiedzieć o wszystkim co go dzisiaj spotkało Jongdae i w końcu zedrzeć z niego tę całą fasadę pewności siebie. 
Zadowolony zasnął, jak tylko ułożył wygodnie głowę na miękkiej poduszce.


Następnego dnia Luhan obudził się z pewnym postanowieniem i niemal od razu wziął się za jego realizację, musiał się wcześniej tylko oporządzić. Gdy wychodził, starał się robić jak najmniej hałasu, gdyż jego rodzice jeszcze spali, a chciał uniknąć niezręcznych pytań dotyczących tego, dokąd się wybierał.
Usadowił się wygodnie pod drzewem, by mieć idealny widok na dom Minseoka. Będzie widział, gdy tylko starszy wyjdzie na dwór i tylko modlił się, by nastąpiło to jak najszybciej. Z nudów wyciągnął telefon i zaczął grać w Flappy Bird, nie miał nic lepszego do roboty przez co najmniej godzinę. Jednak nie wziął pod uwagę tego, że znudzi się po dziesięciu minutach, zamiast tego włączył jakąś smętną muzykę i rozkoszował się ciepłem poranka.
Dni stawały się coraz zimniejsze, ale nadal temperatura nie spadała poniżej dwudziestu stopni. Zamknął oczy, promienie słoneczne ogrzewały jego twarz, w powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy, a chłodny wiaterek omiatał mu skórę. Luhan siedział tak przez dłuższy moment, zadowolony z sielanki jaką odczuwał. W domu zaraz jego matka rzuciłaby się na niego z masą rzeczy do zrobienia, a tak miał święty spokój i mógł odpocząć przed następnym męczącym tygodniem w szkole.
Minseok, jak co dzień rano, wstał wcześnie, wziął prysznic, przyszykował wszystko to, czego potrzebował, zjadł śniadanie i był gotowy do wyjścia. Gdyby nie jego rodzice, to wyszedłby na tyle wcześnie, że zdążyłby jeszcze pouczyć się wieczorem po powrocie. Jednak niestety mógł już o tym zapomnieć, bo dwie godziny spędził na pomaganiu w sprzątaniu domu i już powoli się niecierpliwił. Spoglądał co pięć sekund na zegarek, którego wskazówki przesuwały się niemiłosiernie wolno.
Kiedy tylko zegar wybił godzinę dziesiątą, Minseok wybiegł z domu, trzymając swoją ukochaną teczkę na ramieniu. Umówił się z Baekhyunem na dziewiątą i był już grubo spóźniony, oczywiście zdążył w między czasie napisać mu smsa, że będzie później niż zwykle, ale mimo wszystko zrobiło mu się głupio.
Ludzie jak zwykle rzucali mu zaciekawione spojrzenia, gdy tak biegł co sił w nogach z kiwającą się na boki teczką na ramieniu.
Ostatni zakręt, ostatnia prosta, ostatni szybki ruch nogami i był już na miejscu, oddychając ciężko i starając się złapać oddech. Serce waliło mu jak młotem, w głowie mu szumiało od wysiłku, ale na jego twarzy malował się uśmiech, gdy przekraczał próg domu kultury.
Han przeklinał samego siebie za to, że zgubił Minseoka. Nie spodziewał się, że tak małe ciałko ma w sobie tyle energii, by biec tak szybko. Kompletnie się tego nie spodziewał i poderwał się na równe nogi za wolno, niestety skończył błądząc po uliczkach Seoulu, szukając drobnej postaci. Zerkał przez okna do mijanych budynków, szczegółowo przyglądał się ludziom na ulicy, patrzył się wszędzie, a jednocześnie miał wrażenie, że nigdzie.
Westchnął głęboko i miał już wracać do domu, ale w tym momencie dostrzegł zza okna domu kultury dwie postacie siedzące na parapecie. Podszedł bliżej, by przyjrzeć się im, a gdy znalazł się na tyle blisko, by stwierdzić co robią – miał ochotę skakać z radości. 
Minseok i Baekhyun – którego Luhan znał z jednej z imprez –  rysowali na kartkach A2, byli tym tak pochłonięci, że nie zauważyli zbliżającego się do nich Luhana. W końcu młodszy dowiedział się, co całymi dniami porabiał obiekt jego uwagi, nie mógł się nadziwić, że ten niczego sobie kujon w okularach miał takie hobby. Obserwował z daleka, jak w skupieniu jego sprawna ręka jeździła po kartce, tworząc kreski czarnobiałego świata. Han podziwiał, jak zmieniają się rysy twarzy Minseoka w zależności od tego co czuł w danej chwili – przygryzał wagę, wystawiał w zamyśleniu swój różowy języczek, oblizywał nerwowo usta albo robił takie coś policzkami, dzięki czemu wyglądał jak baozi.
Han nie przejmował się tym, jak głupio musiał wyglądać, tak stojąc na środku ulicy z kompletnie oniemiałym wyrazem twarzy. W tej chwili dla niego liczył się tylko Minseok, uśmiechający się promiennie do Baekhyuna. Właśnie wtedy Luhan uświadomił sobie, że chce, żeby ten uśmiech był skierowany do niego, a nie do jakiegoś pierwszego, lepszego chłopaka.
Luhan obrócił się napięcie i odszedł, zostawiając za sobą obraz szczęśliwego Minseoka. Bardziej go interesowały informacje, które właśnie zdobył, a nie ten kujon – co prawda bardzo uroczy kujon. Zaczął się zastanawiać, jak wykorzystać to czego się właśnie dowiedział. Na pewno nie kupi mu jakiegoś wypasionego zestawu do rysowania, na Minseoka takie coś nie zadziała. Może powinien jeszcze trochę poobserwować starszego, żeby dowiedzieć się o nim czegoś więcej? Tak, to brzmiało jak najlepsze rozwiązanie.
Minseok cieszył się, że w końcu udało mu się skończyć portret Baekhyuna, który udawał, że rysuje. Był zadowolony z końcowego efektu, nie miał na co narzekać, oprócz na palce pobrudzone ołówkiem. Baekhyun był jednym z lepszych modeli, których uwiecznił na kartce. W porównaniu do innych on umiał dobrze zapozować, jak i również był najzwyczajniej w świecie przystojny.
– Wow, naprawdę masz talent – pochwalił go Baek, zerkając mu przez ramię na dokończony rysunek. – Nie wyglądam tutaj wcale tak najgorzej.
– To magia mojego rysunku, niby to ty, ale przystojniejszy – zażartował Minseok. W następnej chwili jednak zwijał się z bólu, po tym jak oberwał od Baeka łokciem w żebra. – Przecież to był niewinny żart! – wykrzyczał zdesperowany, gdy zauważył kolejny niebezpieczny ruch ręki swojego przyjaciela.
– To też był tylko „żart” – odpowiedział Baek, robiąc cudzysłów palcami.
– Dość bolesne te twoje żarty – nadąsał się Minseok. – Mogłem poprosić kogoś innego o pozowanie, a nie takiego kogoś jak ty, kto mnie bije. Powinieneś mi być wdzięczny!
– To raczej ty mi powinieneś być wdzięczny, beze mnie nie byłbyś w stanie niczego narysować!
Tak właśnie wyglądała relacja tych dwojga – kłócili się ze sobą, jak stare małżeństwo, nie licząc momentów, gdy jeden obrażał się na drugiego lub gdy sprawy zaczynały się robić poważne (na przykład kiedy Baekhyun zwierzył się Minseokowi, że podoba mu się Sehun). Niestety poza tymi nielicznymi momentami wyzywali się albo darli ze sobą koty, żadnemu jednak to zbytnio nie przeszkadzało.
– Wiesz w ogóle, która jest godzina? – spytał Baekhyun, sięgając po telefon starszego, jakby był jego własnym. – O matko, rysowałeś mnie przez pięć godzin! Nie wiedziałem, że jestem w stanie wysiedzieć tyle w jednym miejscu.
– Nie martw się, nie tylko ty się zdziwiłeś – zapewnił go Minseok, wyrywając mu swój telefon z rąk. – I bardzo cię proszę, nie zabieraj moich rzeczy bez pytania.
- Dobra, dobra. – Machnął ręką od niechcenia. – Czy możemy już stąd iść? Tyłek mnie rozbolał od siedzenia. Ja się tak dla ciebie poświęcam i nie dostaję nic w zamian, zapamiętam to sobie – grymasił Baek, wstając i masując sobie swoje cztery litery.
– Pewnie, gdzie chcesz teraz iść? – westchnął Minseok, pakując swoje rzeczy do czarnej teczki na przybory do rysowania i kartki.
– Stawiasz mi kawę – stwierdził Baek. – Plus ja sobie wybieram, co chcę wypić, a nie tak jak ostatnio zapłaciłeś za najtańsze gówno w karcie.
– Dobra – zgodził się na te warunki starszy, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że jego portfel zapłacze, bo znając Baekhyuna, to wybierze najdroższy napój i jeszcze weźmie coś do jedzenia. – Następnym razem poproszę Kyungsoo o pomoc i skończą się twoje darmowe kawy.
– Za bardzo kochasz moją buźkę, żeby poprosić tego szatana o pozowanie. Przecież on nie potrafi nawet zrobić czegoś takiego. – Baek posłał w stronę Minseoka oczy zbitego szczeniaczka.
Minseok nie odezwał się słowem, tylko wstał i wyszedł z budynku, zostawiając Baekhyuna samemu sobie. Młodszy natychmiast poderwał się na równe nogi i pobiegł za drugim, który był już jakieś sto metrów przed nim.
– Ale do Starbucksa nie w tę stronę – wykrztusił z siebie, gdy dogonił Minseoka, który rzucił mu pełne poirytowania spojrzenie, ale pieczołowicie szedł dalej przed siebie. – Ej Minnie! Seokkie! Baozi! Minseokkie! – Starał się zwróć na siebie jego uwagę, niestety bezskutecznie. – Dobra, jak tak się bawimy, to wrzucę do sieci ten filmik, na którym tańczysz przebrany za pingwina.
– Nie zrobisz tego. – Minseok momentalnie się zatrzymał.
– I ty, i ja dobrze wiemy, że jestem do tego zdolny. – Starszy przygryzł wargę, rozważając wszystkie za i przeciw. Po chwili poddał się i ruszył w odwrotnym niż do tej pory kierunku. – No widzisz, od razu lepiej. A teraz do Starbucksa! – zawołał radośnie Baekhyun.
Minseok szedł w milczeniu, czego nie można było powiedzieć o Baekhyunie, ciągle komentował ubiór i wygląd mijanych ludzi. Nie przestał nawet, gdy jakieś młodsze od nich dziewczyny popłakały się na ich oczach, bo je skrytykował.
– Wydaje mi się, że nie powinieneś głośno wyrażać swoich myśli Baek, możesz tym kogoś zranić – odezwał się Minseok, przerywając tym samym monolog młodszego.
– Też tak uważam, ale czy ty widziałeś, jak ci ludzie są poubierani? Ktoś powinien im dać porządną lekcję mody, bo inaczej mi gałki oczne wypali – odrzekł jak gdyby nigdy nic. – Dobrze, że przyjaźnisz się ze mną, bo inaczej dalej chodziłbyś w tych szmatach z lumpeksu.
–- To nie były szmaty z lumpeksu, tylko po prostu były z nie tak drogiego sklepu, do którego teraz mnie ciągle ciągasz. – Wydął wargi Minseok. Naprawdę lubił tamten sklep, bo mieli wygodne ubrania, które nie niszczyły się szybko.
– Przecież to jedno i to samo, poza tym mógłbyś już zacząć chodzić w tym, co ci wybrałem, bo wyglądasz jak jakiś menel spod mostu – ciągnął swój wywód.
– Popatrz, już jesteśmy! – stwierdził z ulgą Minseok, ciesząc się jak nigdy z tego, że widzi zielone logo syrenki. Na szczęście nie musiał już wysłuchiwać prelekcji o tym, co było modne w danym sezonie, a co nie.
Baek ucieszył się jak małe dziecko, które dostało właśnie lizaka wielkości swojej głowy. Zaraz wziął się za studiowanie menu, a gdy już wybrał, nie potrafił opanować swojego zadowolenia.
– Poproszę venti Vanilla Latte z bitą śmietaną i karmelem, a do tego tort czekoladowy – zamówił Baekhyun, nie przejmując się zupełnie wysoką ceną. – A dla tego tutaj Iced Americano. – Odwrócił się w stronę Minseoka. – Ja idę szukać miejsca, a ty zapłać. – I tak Baek zniknął z pola widzenia starszego, który westchnął.
– Ile to będzie? – zapytał bliski płaczu Minseok. Nigdy nie zapomni tego Baekowi, że tak obdarł go z pieniędzy. Następnym razem naprawę poprosi o pomoc Kyungsoo, żeby jego portfel nie ucierpiał znowu tak bardzo.
Pracownik podał kwotę, a Minseok z utęsknieniem patrzył na swoje pieniądze, które zniknęły w kasie. Barista wziął się za przyrządzanie zamówienia, które chwilę potem było już gotowe do odbioru. Minseok poczłapał ze zwieszoną głową do stolika, przy którym siedział Baek.
– To twoje – postawił przed nim jego napój i tort. – Ciesz się tym, co teraz masz, bo więcej niczego już ode mnie nie dostaniesz.
– Za bardzo mnie kochasz – stwierdził Baek, rozkoszując się swoim ciastem. Teraz znajdował się w swoim własnym świecie, dzięki czemu nic nie mówił i Minseok miał chwilę dla siebie. Sprawdził powiadomienia w telefonie i jak zwykle nikt nic od niego nie chciał przez tę parę godzin, nawet cieszył się z tego powodu.
– Co tam sprawdzasz? Czyżby twój chłopak do ciebie napisał? – zapytał zaczepnie Baekhyun, kładąc głowę na ramieniu swojego przyjaciela. Miał błogi wyraz twarzy i zamknięte oczy, przez co można było przez chwilę pomyśleć, że zasnął.
– Przecież dobrze wiesz, że aktualnie nie jestem w związku – odpowiedział Minseok, strącając młodszego ze swojego ramienia. – I nie uwalaj się tak na mnie, bo masz za ciężką głowę.
Baek westchnął i usiadł prosto, wydął wargi, żeby podkreślić swoje niezadowolenie spowodowane zachowaniem starszego. Czasami odnosił wrażenie, że Minseok robił wszystko byleby go odtrącić i trzymać na dystans, co nie bardzo mu się podobało. Dlatego objął ramionami talię drugiego i ułożył się na nim wygodniej niż wcześniej.
– Przed chwilą coś ci powiedziałem, a ty jak zwykle mnie zignorowałeś – wymamrotał Minseok, przytłoczony miłością Baekhyuna, jaką ten mu okazywał.
– Udam, że tego nie słyszałem, a teraz nie gadaj tyle, bo jesteś niewygodny gdy się tak ruszasz. – Minseok posłuchał młodszego, mimo iż było mu to nie w smak. Jednak chciał się mu jakoś odwdzięczyć za pozowanie do jego rysunku. Zdawał sobie sprawę z tego, że takie siedzenie na jednym miejscu przez tyle czasu musiało być wyczerpujące.
Siedzieli tak wtuleni w siebie do czasu aż skończyły im się napoje i nie pozostało nic innego, jak zacząć zbierać się do wyjścia. Pogadali jeszcze trochę i wyszli na świeże powietrze, Minseok wzdrygnął się od zimna, które zaatakowało jego ciało.
– Tak więc widzimy się za tydzień? – Uśmiechnął się wrednie Baekhyun, tuląc się do starszego ze wszystkich sił.
– Nie masz nic lepszego do roboty w weekend, niż torturowanie mnie? – jęknął Minseok, ale również objął Baeka.
– No właśnie męczenie ciebie to najlepsze co mogłem sobie wymarzyć.
Potem pożegnali się ze sobą na dobre i każdy poszedł w swoją stronę.



Jongin z łatwością mógł stwierdzić, że Luhan chodził z głową w chmurach od czasu imprezy. Zastanawiał się, czym to było spowodowane, ale nie miał możliwości wypytania Hana, bo przy każdej możliwej okazji starszy gdzieś znikał i nikt nie był w stanie powiedzieć, gdzie aktualnie przebywał. Co ciekawe, nie tylko on zauważył masowe zniknięcia Luhana, niemal pół szkoły zastanawiało się, co porabiał Han.
– Mam tylko nadzieję, że nie wpakował się znowu w jakieś kłopoty – rzekł spokojnie Sehun, grzebiąc w swojej sałatce, jak to się mówi ten tleniony blondyn był na wiecznej diecie. – Znając życie jak zwykle będziemy mu musieli pomagać w tym co wymyślił.
– O nie, ja tym razem nie dam się w to wszystko wciągnąć – zaprotestował ostro Jongin, przypominając sobie reakcję Kyungsoo na wieść, że Han i Jongdae założyli się o Minseoka. – Ostatnio nie wynikło z tego nic dobrego.
– A tobie co znowu nie pasuje? – spytał Jongdae. – Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie sam byłeś inicjatorem niektórych pomysłów.
– Mógłbyś się już zamknąć? – odwarknął Jongin. Był wściekły na cały świat za to, że Kyungsoo go tak potraktował, mimo iż nikomu się do tego nie przyzna.
Gdzieś pomiędzy kłótnią tej trójki, a rozmowami innych uczniów, czarnowłosa postać znalazła zaciszny kącik. Był nowy w tej szkole i jeszcze nie za bardzo umiał się odnaleźć w wszechobecnej atmosferze. Ludzie tutaj byli inni i raczej wszystko było nastawione na sukces niekoniecznie umysłowy.
Westchnął, szukając jednocześnie wzrokiem Minseoka. Starszy miał już tutaj na niego czekać, a znając go i jego punktualność to albo coś poważnego musiało się stać, albo jakiś nauczyciel go zatrzymał po drodze. Gdy miał już wstawać z zamiarem poszukania Minseoka, ten akurat wszedł przez ogromne drzwi stołówki. Kiedy drugi zorientował się, gdzie siedział jego przyjaciel, natychmiast zaczął iść w jego kierunku z szerokim uśmiechem na ustach.
– Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać, niestety pani Jung chciała dostać wcześniej moje prace, bo kończy już po tej godzinie i nie miałbym jak jej tego oddać w najbliższym terminie – powiedział naprędce Minseok, siadając obok Kyungsoo. – A tobie jak minął dzień?
– Całkiem w porządku hyung, poznałem nowych kolegów z moich klas, niektórzy są bardziej rozgarnięci inni mniej – stwierdził Soo, wzruszając ramionami. – Jeszcze nie miałem przyjemności mieć lekcji z Jonginem i jego przyjaciółmi, ale mam nadzieję, że mnie to ominie.
Minseok zachichotał cicho na tę uwagę, w następnej chwili nastąpiło pewne poruszenie przy stoliku „elity”, które trudno było przeoczyć przez krzyki rozchodzące się po całej stołówce. Kyungsoo i Minseok przyglądali się całemu zajściu z daleka, trudno było stwierdzić z takiej odległości o co poszło, ale widzieli, jak Jongin sprzedaje Jongdae uderzenie prosto w twarz. W mgnieniu oka ta dwójka znalazła się na podłodze, szamotali się na wszystkie strony, a Luhan, który nie wiadomo jak się tam znalazł, musiał ich od siebie rozdzielać siłą.
Ktoś najprawdopodobniej zawołał nauczycieli, bo zjawili się w następnej sekundzie, rozdzielając tę trójkę. Minseok patrzył na to wszystko z pobłażaniem, w końcu doigrali się za swoje codzienne zachowanie. Najzabawniejsze było co innego, a raczej ktoś, Sehun chyba nawet nie mrugnął, gdy wybuchła bójka i widocznie nie przejął się za bardzo faktem, że jego przyjaciele skończyli na dywaniku u dyrektora. Dalej siedział w tym samym miejscu, grzebiąc w swojej sałatce.
– Chyba jedyny normalny z całej tej bandy – stwierdził Minseok, patrząc się na Sehuna, który w końcu zabrał się za jedzenie. – Pewnie zaraz zostanie zwołany jakiś apel i znowu będą gadać o tym, jak mamy się odpowiednio zachowywać w szkole, a jeszcze pewnie wplączą w to jakoś gadkę o nauce – powiedział z poirytowaniem. Nie bardzo uśmiechało mu się zostawać dzisiaj dłużej w szkole, tylko przez Luhana i jego kolegów, którzy nie mogli spokojnie wysiedzieć na swoich czterech litrach.
Kyungsoo odprowadzał wzrokiem Jongina, który szedł ze zwieszoną głową. Szybko podniósł się na równe nogi i popędził za nim z zamiarem wstawienia się za nim. Miał tylko nadzieję, że nie zostanie jakoś poważnie ukarany za wszczęcie bójki.
Jonginowi dalej nie przeszła złość na Jongdae, choć teraz w towarzystwie nauczycieli starał się trzymać nerwy na wodzy. Jednak zdawał sobie sprawę, że szybko nie zapomni słów starszego, który zaczął obrażać Kyungsoo i Minseoka.
Podążył za nauczycielką od plastyki do gabinetu dyrektora, wiedział, że ma kłopoty zanim przekroczył próg drzwi, ale to po prostu było silniejsze od niego. Gdyby nie Luhan pewnie całe to zajście skończyłoby się gorzej.
– Nie chcę słuchać głupich wymówek, ani tego kto zaczął. Opowiedzcie po prostu od początku co się stało – powiedział z kamiennym wyrazem twarzy ich dyrektor Lee Sooman.
Jongdae zaczął opowiadać co się stało, oczywiście pomijając parę ważnych faktów o tym, jak to wymądrzał się na wszystkie znane światu tematy. Potem przyszła kolej Jongina na powiedzenie swojej wersji, starał się opisać wszystko co między nimi zaszło bez większej stronności.
Gdy tak mówił, ktoś cicho zapukał do drzwi. Wszyscy obejrzeli się, żeby zerknąć kto ośmielił się przerwać przesłuchanie. Chłopak, którego Jongin znał bardzo dobrze, ubrany był w mundurek ich szkoły i początkowo myślał, że miał zwidy. Jednak to uczucie prysło, gdy Soo się odezwał, wytrącając  Jongina z  zamyślenia.
– Panie dyrektorze, byłem świadkiem całego zdarzenia, więc mogę obiektywnie opowiedzieć, co się wydarzyło między tą dwójką, Luhan został w to wplątany tylko dlatego, bo chciał ich rozdzielić.
Lee Sooman zgodził się i dał mu mówić, podczas gdy Jongin stał oniemiały z nagłego towarzystwa swojego byłego kochanka. Odniósł wrażenie, że jego wersja była na większość niekorzyść Jongdae, ale nie miał zamiaru się spierać.
– I co ja chłopcy mam teraz z wami zrobić? – westchnął dyrektor, świdrując ich wzrokiem.
– Zapomnieć o sprawie i dać nam się rozejść? – zaproponował niepewnie Luhan, spuszczając natychmiast wzrok.
– Możecie iść, jednak żywię głęboką nadzieję, że akcje tego typu się już nie powtórzą – ostrzegł ich Lee Sooman.
Kiedy wyszli z dusznego pokoju, Jongin złapał Kyungsoo za łokieć, by porozmawiać z nim trochę na osobności.
– Dziękuję i przepraszam – powiedział Jongin, patrząc się na swoje buty. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi, jedyne co poczuł to lekki pocałunek w policzek. Dotknął miejsca, w którym przed chwilą znajdowały się usta Kyungsoo, już miał jakoś zatrzymać drugiego, ale niestety nie zdążył. Soo zniknął za rogiem korytarza, a Jongin nie potrafił powstrzymać uśmiechu. 

[3]
a/n: przepraszam za tak długą nieobecność, teraz kiedy skończył się rok szkolny, postaram się dodawać rozdziały regularnie. Cóż zobaczymy co z tego wyniknie, mam nadzieję, że się wam podobało i was nie zawiodłam. Więc do napisania!